wtorek, 12 sierpnia 2008

Tak, ale

Złuch nie sądził, że wydarzenia przybiorą tak niespodziewany obrót. W ogóle na niewiele już liczył. Tym większe było jego zaskoczenie, gdy ucichły ostatnie dźwięki 'Strong Words', a po wiosce tych obrzydliwie dobrych i troskliwych Tęczowych Misiaczków została jedynie usiana pluszowymi trupami ruina. Powiedzieć, że nie wierzył własnym oczom - to za mało.

Nic nie zapowiadało tak niespodziewanego dnia. Tym bardziej nic nie zapowiadało zwycięstwa, dotąd umykającego Złuchowi niczym biały króliczek przed pewną dziewczynką, o której nasz schwarzcharakter usłyszał dawno temu w jakieś spelunie dla zawodowców od czynienia zła. Bez wątpienia Złuch był zły. Nie tak, jak to tylko możliwe, ale, powiedzmy, bardzo. Nigdy mu, co prawda, nie przyszło do głowy nic w stylu ludobójstwa ani zwyczajnego morderstwa, jednak nie przeżył dnia nie knując przeciwko swoim odwiecznym i odwiecznie zwycięskim wrogom - misiaczkom, od których dobroci zbierało mu się wyłącznie na mdłości.

Na ogół nie zastanawiał się na swoim postępowaniem - nad tym, dlaczego każdą wolną chwilę poświęca na próby zniszczenia Tęczowych Misiaczków i dlaczego, na przykład, za każdym razem ponosi sromotną klęskę. Z jednej strony, wydawało mu się to oczywiste. W ogóle nie wymagające wyjaśnienia. Ale z drugiej, o której myślał bardzo rzadko, na ogół wtedy, gdy popadał w tajemnicze odrętwienie, coś mu nie pasowało w całym tym porządku rzeczy, w którym misiaczki zawsze były górą a on niespełnionym zawodowo specem od czynienia zła. Czasami, gdy zaczynał nazbyt wnikliwie się nad tym głowić, tracił przytomność, co, rzecz jasna, nie było przyjemne.

Po ostatnim omdleniu odkrył, że jego odwieczny pomocnik, mały, wrzaskliwy śmierdziel o megalomańskich zapędach, powiesił się w sali tronowej. Wtedy też Złuch poczuł, że dzieje się coś niedobrego, co, w innych okolicznościach, nawet by go nie zmartwiło, ale że rzecz tyczyła się właśnie jego osoby, to wywarła na nim przygnębiające wrażenie. Dotychczas coś niedobrego, z perspektywy Złucha, działo się wtedy, gdy działo się coś dobrego, z perspektywy Tęczowych Misiaczków. Natomiast teraz wydarzyło się coś, co w ogóle nie powinno się wydarzyć - coś, co naruszyło do niedawna nienaruszalne reguły gry w speca od zła zwalczającego kolorowe i słodziutkie misiaczki. Złuch poczuł się wstrząśnięty, ale nie zmieszany.

Dzień po samobójstwie pomocnika, do zamku przybyli niezapowiedziani goście. Było ich pięciu. Pięciu obwiesiów i obdartusów w skórach z ćwiekami. Bezkompromisowo spod najciemniejszej gwiazdy. Wodzirej, Konar, Barton, Komandos i Dani - tak ich zapamiętała historia. Tak się zresztą przedstawili. Nie zjawili się bezinteresownie. Przyszli po pieniądze. Po pieniądze za wykończenie misiaczków. Złuch zmarszczył brwi. Nigdy dotąd nie prosił o pomoc. Zawsze działali sami. On i ten mały, aktualnie martwy, śmierdziel. 'Ciekawe dlaczego?' - pomyślał i zadumał się na dłuższą chwilę. Kiedy odzyskał przytomność, goście nadal stali w progu czekając na odpowiedź. 'Dobrze' - odparł Złuch.

Nie targowali się długo. Złuchowi było to na rękę, bo w negocjacjach, inaczej niż w zastraszaniu, nie czuł się mocny. Reakcji Łańcuchowej, bo tak pięciu łotrzyków nazwało swoją drużynę, potrzebna była mamona, jak najwięcej mamony, na nagranie czegoś, co goście nazwali 'albumem'. Złuch nie drążył tematu. Powiedział tylko, że połowa przed robotą. Reszta po. Zgodzili się, więc wydał im połowę obiecanej sumy. Zanim wyszli, jeden z gości, bodajże Konar, zapytał Złucha, czy ten ma coś w rodzaju kryształowej kuli. Złuch odparł, że tak. 'Więc ustaw ją na wioskę Tęczowych Misiaczków i nie zapomnij włączyć dźwięku!' - usłyszał w odpowiedzi. Złuch zastosował się do rady. W kryształowej kuli zamigotał obraz usytuowanej w chmurach wioski. Rozległ się gwizd wiatru. Przekaz z dźwiękiem. Grunt to postęp, pomyślał Złuch i zaraz mu też przyszło do głowy, że nie zapytał najętych łotrów o to, w jaki sposób zamierzają rozprawić się z Tęczowymi Misiaczkami. Na odpowiedź nie czekał długo.

Na wioskę padł cień rzucany przez unoszącą się w powietrzu platformę. Złuch rozpoznał łotrów z Reakcji Łańcuchowej. Trzech stało w bezruchu, każdy z szerokim pasem przewieszonym przez szyję, do którego był doczepiony jakiś przedmiot o podłużnym kształcie. Z dwóch pozostałych, ten o ksywce 'Konar' siedział za czymś, co Złuchowi skojarzyło się ze stołem zastawionym ogromną kuchenną zastawą. Ostatni, czyli Barton stał przed kijem od miotły zakończonym umocowanym poprzecznie kołkiem. Złuch nie rozpoznał oczywiście ani gitar, ani perkusji, ani mikrofonu. 'Ciekawe, co oni planują?' - pomyślał i zanim zdążył zrobić wdech, Reakcja Łańcuchowa rozpoczęła frontalny atak.

Nie opiszę tego, co się wydarzyło z perspektywy Złucha, bo, prawdę mówiąc, dość uboga to perspektywa. Złuch nie wiedział, czym jest gitarowy riff, nie słyszał też żadnej solówki ani galopu na dwie stopy. 'Everlasting Fear' wybuchł w uszach Złucha kakofonią przeszywających na wskroś dźwięków. W podobny sposób masywnie brzmiący gitarowy riff usłyszały Tęczowe Misiaczki. Co tu kryć, w tej bajce nikt jak dotąd nie zetknął się z metalem w wydaniu Reakcji Łańcuchowej - ostrym, brutalnym, panteropodobnym graniem z wyraźnymi, choć nieco rozbujanymi wypadami w stronę thrash metalu. Wspomniany utwór to próbka wszystkiego, co najlepsze w muzyce naszych dzielnych łotrów - masywnie brzmiące gitary, tłusty bas, gęsta perkusja i niedźwiedzio ryczany 'śpiew', a to wszystko w ponad pięciu minutach naszpikowanych częstymi zwolnieniami i przyśpieszeniami, perkusyjnymi przejściami, charczącymi w tle partiami basu, i riffami, które zmieniają się dość często i na ogół niespodziewanie.

Nic dziwnego, że słynące z dobroci Tęczowe Misiaczki nie miały żadnych szans. Wystraszone dźwiękowym piekłem, serwowanym przez zespół, powybiegały ze swoich kolorowych domków w poszukiwaniu źródła hałasu. I to był, nie muszę powtarzać, błąd. Ich małe, pluszowe łepetynki nie wytrzymały kontaktu z gitarowym atakiem Wodzireja, Dani'ego i Komandosa - eksplodowały riff po riffie. 'Everlasting Fear' był dopiero początkiem tej masakary.

Generalnie dwoma najmocniejszymi atutami 'Vicious Circle' okazały się kapitalnie obmyślane i zagrane riffy, z których każdy działa na słuchacza jak pigułka adrenaliny, oraz aranżacje, które, niespodzianka, obfitują w niespodzianki! Posłuchajcie 'Inner Struggle' rozwijającego się niczym naszpikowana niespodziewanymi zwrotami akcja filmu. Największym zaskoczeniem w całym tym testosteronowym utworze jest wyluzowana solówka, która zaczyna się w połowie czwartej minuty.

Nie skłamię, jeśli napiszę, że Tęczowe Misiaczki padały również od solówek. Główka po główce - na każdy akord solówki. Dodam jeszcze, że solówki z pozostałych utworów, choć też okazały się zabójcze dla pluszowych milusińskich, są nie mniej wyluzowane. Weźmy taki 'Phantom Life' - ten numer po prostu przygniata słuchacza klaustrofobiczną atmosferą i sunącym niczym walec riffem. Jest duszno. Pot perli ciało. Znikąd wytchnienia. Uderzenia werbla rozrywają Tęczowe Misiaczki na strzępy. Aż nagle, ni stąd ni zowąd, po niespodziewanym przyspieszeniu rozlega się riff przypominający stukot pociągu o szyny, a potem znów wyluzowana choć tym razem krótsza solówka, po której na twarzy umęczonego słuchacza zostaje szeroki uśmiech. W pełnym zagrywek typowych dla groove'a 'Stark Reality' jest podobnie. Cholera, kłania się późny Overkill. Ale Chain Reaction nie zrzyna od innych. Bynajmniej. 'Vicious Circle', znane też jako Masakra Tęczowych Misiaczków, to bardzo indywidualne granie. Czerpiące z dobrych wzorców ale stroniące od imitowania mistrzów. I brzmiące wybornie - wiadomo: produkcja rodem z olkuskiego ZED Studio. Dwa ostatnie utwory, czyli iście thrashowy 'Freedom' i grooviasty 'Stark Reality' z instrumentalną niespodzianką przed luzacką solówką, nie odstają w niczym od pozostałych. Milutko masakrują uszy słuchacza i kładą pokotem dziesiątki pluszowych misiaczków.

A przynajmniej kładły.

Wybrzmiały ostatnie dźwięki 'Strong Words'. Złuch przetarł oczy. Oglądając w milczeniu zagładę wioski nieprzyjaciół, odczuwał rosnący z każdą chwilą niepokój. Widząc padające jak muchy Tęczowe Misiaczki powinien się cieszyć, najlepiej w stylu typowym dla schwarzcharaktera jego pokroju - ze złowieszczym chichotem dobywającym się z chudej gardzieli i złowrogim grymasem na sępiej twarzy. Nie odczuwał jednak radości. Ani trochę. Teraz, kompletnie ignorując dźgające go w kark igiełki strachu, przecierał ze zdumieniem przekrwione złością oczy. Ruiny wśród chmur zasłane pluszowymi strzępami odwiecznych wrogów. 'Cholera' - mruknął pod nosem, a nad jego głową pojawił się wielki, czarny znak zapytania. Poczuł się dziwnie. Cel, o który zabiegał od niepamiętnych czasów został osiągnięty, chociaż cudzymi rękoma. Powinien odczuwać zadowolenie. Ale czuł jedynie pustkę. Złuch spojrzał na swoje dłonie i ze zdziwieniem stwierdził, że widzi poprzez nie podłogę. Krzyk ugrzązł mu w gardle. Wtedy Złuch zrozumiał. Jednak było już za późno.

W świat Złucha i misiaczków - w świat, w którym każdy grał bezrefleksyjnie swoją rolę, zaś walka spersonifikowanego dobra ze złem podlegała wiecznym i niezmiennym regułom, nie przewidującym miejsca na jakikolwiek namysł na ich genezą i zasadnością - wtargnął świat ludzi, podwójnych sapiensów, świat, którego wizytówką jest "tak, ale".

Kiedy wiele lat później pewien mężczyzna usłyszawszy od przyjaciela powyższą historię zapytał go, czy nie sądzi, że zabijanie osób jest złe, ten drugi odrzekł: 'Tak'. Po czym, jakby przeczuwając do czego zmierza jego rozmówca, dodał: 'Ale to były tylko Tęczowe Misiaczki'. W tej samej chwili dzieje ziewnęły z nudów. Dobrze znały ten tekst.

**************

Powyższa historyjka zrodziła się w głowie autora podczas oglądania z córką filmów dla dzieci z serii Care Bears. O ile mi wiadomo, chłopaki z Chain Reaction nie splamili się pluszem Tęczowych Misiaczków.

2 komentarze:

Artur M. Nicpoń pisze...

Bartku,
byłem, czytałem.
Sweet.

Ten Złuch kogos mi przypomina. Masz coś do mnie, czy jak?
A moze to tylko mania?
Nie wiem

;))

Bartek (BD) pisze...

Nie, Artur, słowo "złuch" to zbitka słów "zły" i "zuch". Wymyśliłem ją, zanim Cię poznałem. Potem wymyśliłem Złucha. Do dzisiaj nie wiedziałem, że jesteście podobni.

:))

Pozdrawiam