piątek, 9 stycznia 2009

The Inner Sanctum


Na 'The Inner Sanctum' (2006) zagrał długoletni perkusista Saxon, Nigel Glockner, na poprzednim krążku zastąpiony przez Jorga Michaela ze Stratovarius. Poza tą personalną roszadą Brytyjczycy zrobili jeszcze jeden krok w tył. Mianowicie w kilku utworach nawiązali do albumów sprzed świetnego 'Lionheart' (2004), tym razem zdecydowanie większy nacisk kładąc na kompozycje hardrockowe. Oczywiście, nie ma w tym niczego złego, wspomniany krok jest jedynie dużym krokiem w przeszłość, nawet do czasów 'Strong Arm Of The Law' (1980), a nie pod względem jakości. O tę ostatnią słuchacz nie musi się martwić. Zespół sprostał zadaniu i wypichcił mocny krążek. Tylko nieznacznie słabszy od prześwietnego poprzednika.

Otwierający album 'State Of Grace' nie jest tak bezpośredni, szybki i agresywny jak znany z poprzedniej płyty 'Witchfinder General'. Nastrojowymi dźwiękami, które idealnie współgrają z quasi-religijną wymową okładki, bez pośpiechu, niemalże leniwie, wprowadza nas w zakamarki 'The Inner Sanctum'. Dziwny to kawałek. Co pewien czas gitarki zacinają w nim niemalże tak ostro jak na początku i pod koniec 'Soul Intruders' z 'Tyranny Of Souls' (2005) Bruce'a Dickinsona. W połowie utworu następuje wyciszenie, w którym słychać, poza cichymi dźwiękami basu, szeleszczącymi talerzami i odległą solówką, podniosły śpiew wspomnianego chóru. Niesamowitą atmosferę potęguje dodatkowo ni to fantastyczna, ni to religijna, w każdym razie cholernie metaforyczna, niemalże egzystencjalna treść śpiewanych przez Biffa zwrotek i refrenów. Kolejne dwa utwory to typowe dla Saxon heavymetalowe rollercastery. Oparte na chwytliwych riffach, szybkie, dynamiczne, ze smakowitymi solówkami. 'Let Me Feel Your Power' ze względu na swoje tempo to już kawałek iście speedmetalowy. Na uwagę zasługuje w nim świetna praca sekcji. 'Need For Speed' przypomina natomiast 'Man n' Machine' z poprzedniej płyty. I to nie tylko tematyką. Majestatycznie kroczący 'Red Star Falling' przynosi kolejną zmianę nastroju. Nie dość, że zwalniamy, to jeszcze wpadamy w strumień dziejów, by przyjrzeć się upadkowi komunizmu w Polsce i w Rosji. Po otwieraczu, 'Red...' jest drugim najmocniejszym punktem albumu. Następne trzy numery - niesamowicie przebojowy 'I've Got To Rock', singlowy 'If I Was You' i mój ulubiony 'Going Nowhere Fast' - zabierają nas na wybitnie hardrockową przejażdżkę, podczas której na myśl przychodzą takie krążki jak wspomniane 'Strong Arm Of The Law' (1980) czy 'Solid Ball Of Rock' (1991). Z cięższym i lirycznie poważniejszym 'Ashes To The Ashes' wracamy do heavymetalowej konwencji. Biff śpiewa wspaniale we wszystkich kawałkach, niemniej to właśnie w tym, a z wcześniej wymienionych w 'Red...', wypada, jak sądzę, najlepiej, ujawniając przed słuchaczem cały bukiet swojego głosu, który im starszy, tym lepszy. Zupełnie jak wino. Instrumentalny 'Empire Rising' jest jedynie wstępem do epickiej historii o Hunie Attyli opowiedzianej jak najbardziej heavymetalowymi dźwiękami. Dużo się tutaj dzieje. Zespół co rusz zmienia tempo, nie stroni od orientalizmów i gitarowych nawałnic przeplatanych spokojniejszymi fragmentami, które w barwny sposób odmalowują starożytne czasy. Wystarczy opuścić powieki, by znaleźć się w samym środku piekła zgotowanego Rzymowi przez Attylę. Muzyczny wehikuł czasu. Aż szkoda, że niedosłowny.

Bardzo się uradowałem przedostatnim albumem Saxon. Co prawda nie w takim stopniu, jak poprzednim, tamtego bowiem 'The Inner Sanctum' nie prześcignął, niemniej składowi odpowiedzialnemu za przepyszne 'Unleash The Beast' (1997) należą się brawa. I to tym bardziej, że 'Inner...' jest już osiemnastym studyjnym wydawnictwem Biffa i spółki, a przecież obecnie nagranie porywającej płyty heavymetalowej nie należy do łatwych zadań. W 2006 roku udało się to raptem kilku kapelom, w tym szwedzkiemu Wolf i amerykańskiemu Obsession. Rok później rodzimy Crystal Viper popisał się znakomitym debiutem. Ale że dobrego nigdy za wiele, to kolejnym udanym wydawnictwem Saxon wypada się po prostu cieszyć.

Brak komentarzy: