poniedziałek, 26 stycznia 2009

Pytanie Wyrusa

Wyrus powiesił na swoim blogu taką wielce krótką notkę:

"Etyka, zaprawdę, jest najłatwiejszą ze wszystkich nauk.
Arthur Schopenhauer. O podstawie moralności.

W związku z tym kawałkiem z Schopenhauera mam pytanie: czy ktoś umie uzasadnić twierdzenie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, która właśnie śpi w drugim pokoju?"

Pytanie proste. A co z odpowiedzią? Cóż, jest ona pozytywna, o ile są spełnione pewne warunki. Po pierwsze, muszą istnieć racje o takiej treści, że z ich koniunkcji logicznie wynika, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Po drugie, takie racje muszą być akceptowalne - albo dlatego, że zostały uzasadnione, albo dlatego, że chociaż nikt ich jeszcze nie uzasadnił, to są one wiarygodne*, a tym samym uznanie ich za prawdziwe jest jak najbardziej zasadne. Po trzecie, musi istnieć osoba znająca owe racje. Po czwarte, osoba, która je zna, musi wiedzieć, że z tychże racji wynika logicznie to, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Po czwarte, ta sama osoba musi być w stanie przytoczyć omawiane racje na poparcie rzeczonego wniosku. Po piąte, ani racje, ani wniosek, o których jest tutaj mowa, nie muszą być prawdziwe, aby mogły zostać uzasadnione, a tym samym być akceptowalne. Po szóste - poprzednia zasada dotyczy również racji wiarygodnych, chociaż nieuzasadnionych. Jeśli wymienione warunki są spełnione, to odpowiedź na pytanie Wyrusa jest następująca: tak, istnieje ktoś, kto umie uzasadnić twierdzenie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, która właśnie śpi w drugim pokoju.

Proste? Dopóki nie pojawi się sceptyk. Zwierz filozoficzny o starożytnym rodowodzie. Sapiensi. Wyspecjalizowany w demolce. Co demoluje sceptyk? Wiedzę. Sceptyk obdziera dowolne z człowieczych przekonań ze statusu wiedzy. Ale, co ciekawe, prawdę i fałsz pozostawia nietknięte. Sceptyk nie jest relatywistą aletycznym - nie twierdzi, że nie ma ani prawdy, ani fałszu jako takich, a są jedynie prawdy-dla-kogoś i fałsze-dla-kogoś. Twierdzi za to, że żadne z naszych przekonań nie jest wiedzą. Także przekonanie, że żadne z naszych przekonań nie jest wiedzą - dopowie sceptyk, o ile jest konsekwentny. Po czym zamilknie lub wzorem Pirrona - sceptyka nad sceptykami - dokona epoche.

Trylemat Agryppy

Wyobraźmy sobie, że żyjemy w świecie, w którym istnieje pewien sceptyk, powiedzmy pan Q. I że tenże sceptyk wierzy m. in. w następujące rzeczy: w to, że (a) żyjemy w świecie, w którym spełnione są wymienione wyżej warunki - poza warunkiem drugim; w to, że (b) w naszym świecie możliwy jest sceptyk; w to, że (c) naszym świecie istnieje pewien sceptyk, a jest nim pan Q; oraz w to, że (d) pan Q, o którym jest mowa w (c) jest identyczny z panem Q, który wierzy, że (c) jest prawdą. Pan Q wierzy ponadto w to, że (e) żadne z jego przekonań, łącznie z (e), nie jest przekonaniem żywionym przez niego zasadnie.

Pan Q przyjmuje następującą definicję wiedzy: S wie, że p wtedy i tylko wtedy gdy: (a') p jest prawdą; (b') S jest przekonany, że p; (c') p jest uzasadnione. "S" zastępuje dowolną osobę ludzką. "p" dowolne człowiecze przekonanie, czyli dowolne zdanie uznawane za prawdziwe przez jakiegoś podwójnego sapiensa. Ponadto nasz sceptyk uznaje następującą definicję uzasadnionego przekonania: jeśli S jest zasadnie przekonany, że p, to albo (a'') S przytoczył na poparcie p inne swoje przekonanie, mianowicie przekonanie q, (b''') q jest uzasadnione, (c''') p wynika z q; albo (a''') p jest zdaniem wewnętrznie wiarygodnym.

Pan Q nie wziął tych definicji z powietrza. Wziął je od filozofów. Od tych mianowicie, którzy za wzór uzasadniania uznali matematyczne dowodzenie i przyjęli, że tak jak w geometrii mamy zdania, które nie dość, że są prawdziwe, to jeszcze wewnętrznie wiarygodne** - wiarygodne wyłącznie z racji swojej treści lub budowy - tak i w innych dziedzinach ludzkiego poznania występują analogiczne zdania. Pełnią one role fundamentów wiedzy. Fundament wiedzy to nic innego jak zdanie, które jest (i) wewnętrznie wiarygodne i (ii) może być racją dla zdania, które nie jest wewnętrznie wiarygodne. Zgodnie z tą koncepcją, zwaną substancjalnym fundacjonalizmem***, zdanie, które nie jest wewnętrznie wiarygodne, aby uzyskało status wiarygodnego musi zostać uzasadnione, czyli wywnioskowane z innego zdania, które albo jest zdaniem wewnętrznie wiarygodnym, albo samo uzyskało status wiarygodnego na drodze wnioskowania z innego wiarygodnego zdania.

Pan Q jest zwolennikiem substancjalnego fundacjonalizmu. Ale, wbrew innym jego zwolennikom, uważa, że (A) w naszym świecie nie ma zdań, które byłyby wewnętrznie wiarygodne. Przypominam, że pan Q wierzy również, że w naszym świecie zdanie będące racją musi być wiarygodne, aby było racją wystarczającą do uznania jakiegoś innego zdania. Nadto pan Q wierzy, że (B) w naszym świecie jakieś zdanie jest akceptowalne wtedy i tylko wtedy, gdy zostało uzasadnione albo jest wewnętrznie wiarygodne.

W oparciu o podane wyżej definicje wiedzy i uzasadnionego przekonania oraz powołując się na (C) pan Q wnioskuje, że w przypadku dowolnego ludzkiego przekonania uzasadnianie zakończy się albo (1) regresem w nieskończoność, albo (2) błędnym logicznie kołem, albo (3) przyjęciem dogmatycznego założenia. Tak czy inaczej, w żadnym z tych trzech przypadków nadanie jakiemuś ludzkiemu przekonaniu wiarygodności nie dojdzie do skutku.

Ten klasyczny sceptyki argument, odwołujący się do tzw. trylematu Agrypy (alternatywa rozłączna z (1), (2), (3)), kończy się wnioskiem, że żadne z ludzkich przekonań nie jest uzasadnione. Wniosek ów w koniunkcji z przytoczoną wyżej definicją wiedzy prowadzi do wniosku kolejnego - takiego, że żadne z ludzkich przekonań nie jest wiedzą.

W jakim świecie żyjemy?

Jeśli pan Q ma rację co do (C), to wtedy w naszym świecie właściwą odpowiedzią na pytanie, które zadał Wyrus, będzie ta, że nikt nie jest w stanie uzasadnić twierdzenia, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, która właśnie śpi w drugim pokoju.

Załóżmy jednak, że żyjemy w świecie, w którym (C) jest fałszem, bo (D) w naszym świecie niektóre zdania są wiarygodne, mimo że nie zostały uzasadnione. Przyjmijmy też, że żyjemy w świecie, w którym fałszem jest (B), dlatego, że (E) w naszym świecie niektóre ze zdań mogą uzyskać status wiarygodnych dzięki uzasadnieniu lub dzięki temu, iż zostały wygenerowane przez tzw. reliabilny mechanizm poznawczy. Mechanizm poznawczy - rozum, zmysły, intuicja - jest reliabilny wtedy i tylko wtedy, gdy, powiedzmy, 90% z generowanych przez niego przekonań jest prawdziwe. Załóżmy wreszcie, że (F) żyjemy w świecie, w każdy podwójny sapiens, nawet sceptyk, posiada moralną intuicję będącą reliabilnym mechanizmem poznawczym.

Wyrus kontra sceptyk

Tyczy się to także Wyrusa. Jeśli w naszym świecie koniunkcja (D), (E) i (F) jest prawdziwa, a reliabilna intuicja moralna Wyrusa wygenerowała przekonanie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, to wtedy Wyrus jest zasadnie przekonany, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Jeśli nadto (G) w naszym świecie prawdą jest, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, to wtedy Wyrus wie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce.

Czy, zakładając powyższe, Wyrus, który wie, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, jest w stanie wykazać, że sceptyk myli się sądząc, iż w naszym świecie żaden człowiek nie wie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce?

Definicja wykazania prawdziwości jakiegoś zdania - definicja, którą zna nawet Scarlett Johansson - głosi, że S wykazał, iż p wtedy i tylko wtedy, gdy zostały spełnione łącznie następujące warunki: (1) p jest prawdą, (2) S przytoczył na poparcie p takie zdanie q, że (a) q jest prawdą, (b) p wynika z q i (c) S jest zasadnie przekonany, że q. Proszę porównać tę definicję z definicją uzasadnienia - wykazując uzasadniamy, ale uzasadniając niekoniecznie wykazujemy.

Jeśli powyższa definicja jest poprawna, to Wyrus jest w stanie wykazać, że sceptyk myli się w powyższej kwestii. Wykazać komu? Każdej osobie wierzącej zasadnie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. A zatem sceptykowi nie, prawda? A dlaczego akurat jemu nie? Nie, bo nie podziela on tej wiary. A nie podziela, bo sądzi, że w naszym świecie żaden człowiek nie wie, iż nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Prawda? W żadnym wypadku! Bo stąd, że sceptyk sądzi, iż w naszym świecie żaden człowiek nie wie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce nie wynika, iż sceptyk nie jest przekonany, że nie powinno się tego robić. Jeśli sceptyk wierzy, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce, a nadto, choć sądzi inaczej, wierzy w to zasadnie, to i jemu Wyrus będzie w stanie wykazać, że błędne jest mniemanie, iż żaden człek nie wie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Inna sprawa, że najprawdopodobniej sceptyk nie uzna wniosku wyrusowego argumentu.

Świat według sceptyka

A jeśli pan Q ma rację? Jeśli żyjemy świecie, w którym prawdziwe są twierdzenia (A), (B) i (C)? Co wtedy? Wtedy żaden człowiek nie żywi zasadnego przekonania. Tym samym żaden człowiek niczego nie wie. Na przykład, Wyrus nie wie, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce i nie wie, że powinno się poderżnąć gardło swojej matce. Natomiast pan Q nie wie, że żaden człowiek niczego nie wie i nie wie, że jakiś człowiek coś wie. Można by tak wymieniać długo. Aż do śmierci, o której nikt nie wie, że nadejdzie i nie wie, że nie nadejdzie.

Załóżmy, że żyjemy w świecie, na który (A), (B) i (C) rzucają cień prawdy. Jeśli tak jest, to oczywiście nie możemy tego wiedzieć. Pan Q nie przejmuje się tym faktem. Jest sceptykiem, ale ze sceptycyzmu w sprawie ludzkiej wiedzy wyciąga inne konsekwencje niż Pirron, który uważał, dość paradoksalnie, epoche i afazję za jedyne postawy godne sceptyka. Pan Q posiada przekonania, ale żadnego z nich nie żywi zasadnie. Ponadto pan Q przeprowadza wnioskowania i w oparciu o te zdania, które uznaje za prawdziwe, za takież same uznaje inne, wynikające z tych pierwszych. Wnioskowanie jest konieczne dla uzasadniania, ale nie wystarczające. Uzasadnianie wymaga wnioskowania oraz tego, aby zdania występujące w roli racji były wiarygodne. Jako, że w świecie pana Q nie ma wiarygodnych zdań, to nasz sceptyk wnioskując nigdy nie uzasadnia.

W udzielanych od czasu do czasu wywiadach pan Q powtarza, że nie czuje się źle ze świadomością, iż żadne z jego przekonań nie jest uzasadnione. "Przecież tego nie wiem" - dodaje żartobliwie. Oczywiście, pan Q nie wie, że istnieje dziennikarz, któremu udziela wywiadu. Tak jak nie wie, że nie istnieje pan Q udzielający dziennikarzowi wywiadu.

Taki już los człowieka w świecie sceptyka.

Sceptyk i pytanie Wyrusa

Nie przeszkadza to jednak panu Q w mniemaniu, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Owszem, nie może on uzasadnić tego przekonania, może jednak wyjaśnić, dlaczego je podziela. A podziela je, bo uważa, że matka to osoba, zaś fakt, że jakiś x jest osobą ma za wystarczający do tego, aby powstrzymać się od skrzywdzenia x. To stanowisko ma swoje problemy, ale on, pan Q, może z nimi żyć. Więcej kłopotów sprawia mu życie wśród ludzi, którzy wątpią, że nie powinno się podrzynać gardła swojej matce. Pan Q określa takie osoby mianem dupków****.


*Słowo "uzasadnione" jest wieloznaczne. Może znaczyć, że dane zdanie zostało uzasadnione, czyli poddane procedurze uzasadniania, i to skutecznie. Może też znaczyć, że dane zdanie jest wiarygodne. W powyższej notce słowa "uzasadnione" używam wyłącznie w tym drugim znaczeniu - zdanie uzasadnione to zdanie wiarygodne. I odwrotnie.

**Zdaniami wewnętrznie wiarygodnymi miały być zdania niefalibilne, niekorygowalne i niepowątpiewalne.

*** Jest jeszcze fundacjonalizm strukturalny, czyli pogląd, że uzasadniając należy wyjść od jakichś zdań bazowych, które z jakiegoś powodu, niekoniecznie wewnętrznie, mają status wiarygodnych, a następnie z wybranych zdań bazowych wywnioskować zdania nie-bazowe. Fundacjonalizm strukturalny nie przesądza, że podział na zdania bazowe i nie-bazowe jest rozłączny. Jest to założenie fundacjonalizmu substancjalnego - niektóre zdania z racji swej treści lub budowy są wiarygodne. Wszystkie inne zyskają wiarygodność, jeśli zostaną wywnioskowane z jakichś zdań wewnętrznie wiarygodnych. Dla porównania - w tzw. kontekstualizmie epistemologicznym przyjmuje się, że podział zdań na bazowe i nie-bazowe jest funkcjonalny; jedno i to samo zdanie w pewnych kontekstach będzie pełniło rolę zdania bazowego, zaś w innych rolę zdania nie-bazowego. Prekursorem tak rozumianego kontekstualizmu epistemologicznego jest Ludwig Wittgenstein, zaś współczesną obronę tego stanowisko można znaleźć w książce Michaela Williamsa pt. 'Epistemology'.

**** Nie twierdzę, że tyczy się to Wyrusa - jakby ktoś nie zrozumiał.

Brak komentarzy: