sobota, 15 sierpnia 2009

Natural born...

Fantasy

A long time ago byliśmy zwierzętami rozumnymi. A wcześniej, na długo przed Sokratesem, który nauczał, że aby dowiedzieć się, co jest cnotą człowieka, należy poznać jego naturę, niektórzy z nas należeli do Ludu Wybranego. Inni egzystowali na wciąż przesuwających się rubieżach boskiej historiozofii ograniczonej do jednego etnosu. I na tych rubieżach też umierali. Niekiedy za przyzwoleniem Boga, a niekiedy z Jego rozkazu. Potem każdy z nas, podwójnie sapiensich ludzi, został wliczony w poczet Ludu Wybranego, w poczet istot, które mogą być zbawione, nie każdego jednak podwójnego sapiensa Bóg, dawniej w swej Hojności ograniczający się do jednego etnosu, predestynował do bycia elementem zbioru istot, które zostaną tak czy inaczej zbawione, a właściwie, z perspektywy nunc stans, już zostały, choć, co tu kryć, jeszcze o tym nie wiedzą. Zbawione, rzecz jasna, od śmierci. Z gwarancją pośmiertnego życia w brave new world.

W dniach, które nastały później, jedno tylko pozostało bez zmian: to, że nadal byliśmy istotami, których powinnością było wieść życie zgodnie z własną naturą. Ale nasza natura się zmieniała. Przez pewien czas byliśmy rozumnym złożeniem formy i materii, istotami duchowo-cielesnymi, pragnącymi szczęścia, a żyjącymi w teleologiczno-teokratycznej rzeczywistości. Potem zmieniliśmy się w substancje myślące, znające swój umysł, a ściślej wypełniające go treści, idee i wrażenia, lepiej niż tzw. świat zewnętrzny, który rządził się prawami klasycznej mechaniki, i mające niemały problem z wiarygodnym wyjaśnieniem tego, jak możliwe są relacje przyczynowo-skutkowe między rex cogitans a rex extensa. Czasami traciliśmy umysł - wtedy byliśmy tylko i wyłącznie ciałami. But sometimes traciliśmy ciała. Wtedy byliśmy jedynie umysłami, którym ciało zastępowała skutecznie jego idea tudzież wiązka wrażeń. Traciliśmy też i odzyskiwaliśmy świat - traciliśmy go, gdy był tożsamy z tym, co leżało poza granicami naszych zdolności poznawczych. Odzyskiwaliśmy, gdy przyznawał się do bycia fenomenem.

W wędrówce przez ludzkie natury i odpowiadające im światy, byliśmy (tylko lub aż) dziełami bogów, Allacha, historii, ducha (później: kultury), społeczeństwa, biologii. Byliśmy ludźmi cywilizowanymi, a przez to, w odróżnieniu od ludzi z plemion pierwotnych, albo zdegenerowanymi, albo w pełni ludzkimi. Przezwyciężającymi swą zwierzęcość w imieniu cywilizacji i walczącymi z cywilizacją po to, aby odzyskać przezwyciężoną zwierzęcość. Byliśmy istotami o umysłach, w których zwierzęce Id toczyło bój o Ego ze społecznym Super Ego, nagimi małpami sterowanymi przez mentalne moduły najlepiej sprawdzające się w warunkach plejstocenu, a nie późniejszego, najpierw rolniczego, potem przemysłowego, a obecnie postindustrialnego holocenu. Byliśmy istotami historycznymi i ahistorycznymi. Zdolnymi do panowania nad dziejami i całkowicie im podporządkowanymi. Zasiadaliśmy w permanentnie rewolucyjnym trybunale sądzącym nie dość postępową rzeczywistość. Kiedy indziej odpowiadaliśmy przed nim za przynależność do zbioru elementów nie pasujących do historiozofii postępu. Byliśmy świadomościami żyjącymi w świecie moralnie nihilistycznym, wyzbytym jakości dobra i zła, w którym każdy ludzki czyn jest moralnie obojętny - świadomościami, których istota sprowadzała się do nicowania rzeczywistości, a które poza tym nie miały żadnej istoty godnej jakiejkolwiek historiozofii. De-szyfrowaliśmy niedeszyfrowalne szyfry transcendencji, o której nic pozytywnego nie mogliśmy prawdziwie rzec, waliliśmy głową w mur milczenia Boga po XX-wiecznych ludobójstwach, a jako nadludzie tańczyliśmy na grobach ostatnich ludzi zmagających się z doświadczeniami granicznymi, a na domiar złego śniadających w McDonald's.

Niedawno zostaliśmy cyborgami.

Garść faktów

W 1410 roku na polach Grunwaldu cyborg Mszczuj ze Skrzynna zabił w walce cyborga Ulricha von Jungingena. W 1633 roku cyborg Galileusz został skazany przez trybunał inkwizycyjny na karę dożywotniego aresztu domowego za publiczne głoszenie uznanej za heretycką heliostatycznej teorii Mikołaja Kopernika, skądinąd też cyborga. W 1749 roku pewna cyborżka zostawiła Casanovie zapisaną diamentem na szybie wiadomość: "Henriettę też zapomnisz". W 399 roku przed narodzinami Chrystusa, jednego z cyborgów ukrzyżowanych gdzieś pomiędzy 30 a 33 rokiem naszej ery, cyborg o wyglądzie satyra, nauczyciel Platona, wypił cykutę, wykonując tym samym wyrok śmierci wydany przez ateński sąd. Od 41 do 47 roku p. n. e. cyborżka Messalina organizowała huczne orgie seksualne, w których sama brała ochoczo udział. W pierwszej połowie XX wieku w porewolucyjnej Rosji wskutek rządów cyborga Stalina życie straciło około 20 milionów cyborgów. W latach pięćdziesiątych cyborg Billy Graham urządzał na parkingach w Los Angeles wielotysięczne nabożeństwa. W stacjach radiowych puszczano “That’s All Right (Mama)” cyborga Elvisa, a w kinach można było obejrzeć „W samo południe” z cyborgiem Garym Cooperem w roli głównej.

T-1000

Człowiek z ołówkiem w dłoni, pochylony nad kartką papieru, rozwiązuje matematyczne zadanie. Jest cyborgiem. Człowiek z zegarkiem na ręce - spogląda na podświetloną tarczę. Jest cyborgiem. Człowiek kartkujący słownik w poszukiwaniu słowa, którego treść chce sobie przypomnieć. Jest cyborgiem. Człowiek wbijający gladius w brzuch innego. Jest cyborgiem. Człowiek obsługujący ręczną skrzynię biegów - jest cyborgiem. Człowiek piszący wiersz w edytorze tekstu. Jest cyborgiem. Człowiek pobudzający swoją łechtaczkę wibratorem. Jest cyborgiem. Człowiek komunikujący się przez telefon komórkowy. Jest cyborgiem.

For we shall be cyborgs not in merely superficial sense of combinig flesh and wires but in the more profound sense of being human-technology symbionts: thinking and reasoning systems whose minds and selves are spread across biological brain and nonbiological circuity*.

Andy Clark - autor książki Natural-born Cyborgs, z której pochodzi zacytowane zdanie, jak większość z nas mający ciało będące elektroniczną dziewicą - twierdzi, że ludzie, a ściślej ludzie z gatunku homo sapiens sapiens są, dosłownie, cyborgami - biologicznymi istotami zdolnymi, i ewolucyjnie przystosowanymi, do używania artefaktów, i to do używania ich w sposób niwelujący różnicę między artefaktem a ciałem jego użytkownika. Bezpośrednie połączenie ludzkiego układu nerwowego z artefaktem wyposażonym w odpowiedni interface jest jedynie szczególnym przypadkiem cyborgizacji - wymagającą chirurgicznej interwencji modyfikacją tzw. body image i body schema**.

Standardowa cyborgizacja polega na tworzeniu przez ludzki umysł, mózg, ciało i artefakty systemów, w których procesy poznawcze są rozproszone między różnego typu - personalne, subpersonalne, zewnętrzne i wewnętrzne wobec ciała - ośrodki, zaś same artefakty funkcjonują w taki sposób, że z perspektywy pierwszoosobowej - z perspektywy body image - prezentują się jako naturalne przedłużenie ludzkiego ciała, w normalnych okolicznościach doświadczalnie równie przeźroczyste jak ono samo.

Zasada jest ta sama w przypadku ołówka, okularów, zegarka, rakiety tenisowej, miecza, telefonu, pilota do telewizora, komputera, przeglądarki internetowej, kierownicy, deski rozdzielczej, protezy ręki lub nogi, egzo-szkieletu, implantu słuchowego oraz tych wszystkich artefaktów, które już teraz można, co prawda eksperymentalnie, podłączyć do układu nerwowego, aby uzyskać nad nimi kontrolę równie bezpośrednią, jak ta, którą sprawujemy do pewnego stopnia i w pewnym zakresie nad naszym ciałem (tutaj za przykład może posłużyć umieszczony w ręce profesora Kevina Warwicka implant, którym profesor - za pomocą sygnału radiowego, przetworzonego przez komputer - otwierał i zamykał drzwi***).

Skóra opinająca ciało jest, z tej perspektywy, jedynie arbitralną i przygodną granicą tak ludzkiego umysłu, jak i tożsamości osobowej.

My sense of my physical body depends on my experience of direct control, and these can be extended, via new technologies, to incorporate both new biomechanical attachments and spatially disconnected, thought-controlled equipment. (...) Such extensions should not be thought of as rendering us in any way post-human; not because they are not deeply transformative but because we humans are naturally designed to be the subjects of just such reapeted transformations!****

Nagły zwrot akcji

Nie zamierzam krytykować głównej tezy książki Clarka. Pewnie dlatego, że mam ją za banalną. Opisane przez niego przykłady systemów poznawczych, w których procesy poznawcze zachodzą między różnego rodzaju biologicznymi organizmami i artefaktami, a także przykłady modyfikowania za pomocą technologii naszych body image i body schema są, po pierwsze, bardzo wiarygodne, po drugie, dobrze udokumentowane. Reszta to semantyczna sztuczka polegająca na przeformułowaniu definicji cyborga zaproponowanej przez Manfreda Clynes i Nathana Kline w artykule 'Cyborgs and Space' (1960). Rezultat jest, w pewnym sensie, banalny: jesteśmy cyborgami, czyli biologicznymi istotami zdolnymi do używania artefaktów w sposób niwelujący różnicę między artefaktem a jego użytkownikiem. I co z tego? It depends. Od czego? Od tego, czy opowieść Clarka o człowieku jako cyborgu - skądinąd propozycja konceptualnego gestalt switch - może być normatywną opowieścią o ludzkiej naturze. Może być, o ile da się ją niesprzecznie wzbogacić o tezę, że działanie, które leży w ludzkiej naturze, jest dobre.

Technikalia

Natura rodzaju N to swoistość prosta lub złożona taka, że po usunięciu z niej choćby jednej własności przestaje ona być swoistością N. Swoistość rodzaju N to współwłasność przysługująca tylko i wyłącznie egzemplarzom N. Współwłasność egzemplarzy rodzaju N to własność prosta lub złożona (tj. koniunkcja własności prostych) przysługująca każdemu egzemplarzowi rodzaju N. Natura rodzaju N może być realna lub nominalna. Realna natura rodzaju N to swoistość prosta lub złożona taka, że po usunięciu z niej choćby jednej własności przestaje ona być swoistością N, a jej posiadanie jest warunkiem koniecznym bycia N i warunek ten nie jest prawdą analityczną, lecz syntetyczną.

Naturą gatunku homo sapiens sapiens jest zbiór własności, które przysługują każdemu egzemplarzowi gatunku homo sapiens sapiens i tylko im. Naturą realną gatunku homo sapiens sapiens jest swoistość prosta lub złożona taka, że po usunięciu z niej choćby jednej własności przestaje ona być swoistością gatunku homo sapiens sapiens, a jej posiadanie jest warunkiem koniecznym bycia egzemplarzem gatunku homo sapiens sapiens i warunek ten nie jest prawdą analityczną, lecz syntetyczną

Być chomikiem

Proste, prawda? Aby poznać naturę człowieka, wystarczy ustalić, jakie cechy przysługują wszystkim egzemplarzom gatunku homo sapiens sapiens i tylko im. Szkopuł w tym, że nie da się tego zrobić, jeśli nie przebada się wszystkich egzemplarzy gatunku homo sapiens sapiens. Aby przebadać wszystkie egzemplarze gatunku homo sapiens sapiens, należy najpierw dokonać ich identyfikacji. Nie da się zidentyfikować wszystkich egzemplarzy gatunku homo sapiens sapiens bez znajomości koniecznych i wystarczających warunków przynależności do gatunku homo sapiens sapiens, czyli bez znajomości cech, które posiadają wszystkie egzemplarze gatunku homo sapiens sapiens i tylko one.

Vicious circle?

Rozprawka o leżeniu...

Mniejsza z tym. Wróćmy do pojęcia ludzkiej natury. Normatywna opowieść o ludzkiej naturze przedstawia tę ostatnią jako pełniącą pewną normatywną funkcję. Różnie ta funkcja może być pojmowana. Tutaj interesuje mnie taki jej koncept, z którego wynika, że jeśli jakieś działanie leży w naturze człowieka, to wykonanie go nie jest złe. Dla uproszczenia wywodu przyjmuję, że jeśli dane działanie nie jest złe, to jest ono dobre, a jeśli nie jest ono dobre, to jest złe.

Zakładam też, że wśród założeń normatywnej opowieści o ludzkiej naturze występują m. in. następujące zasady:

(D1) działanie, które leży w naturze człowieka, jest dobre;

(D2) działanie, które nie leży w naturze człowieka, jest złe.

Według normatywnej opowieści o ludzkiej naturze, fakt, że działanie x leży w ludzkiej naturze może zostać wykorzystany do usprawiedliwienia sprawcy x, o ile ten jest człowiekiem. Jeśli chcemy wykazać, że dane działanie jest dobre, to, zakładając (D1), musimy wykazać, że leży ono w naturze ludzkiej.

Oczywiście, idzie o dobro (i zło) moralne.

Dygresja

Ktoś może zarzucić temu ujęciu ludzkiej natury błąd naturalistyczny. Wszak stąd, że działanie x leży w naturze człowieka nie wynika, że działanie x jest dobre. Uważam ten zarzut za chybiony, ale nie dlatego, że ze zdania "Działanie x leży w naturze człowieka" wynika zdanie "Działanie x jest dobre".

Po pierwsze, osoba, która stwierdza "Działanie, które leży w naturze człowieka, jest dobre" nie przeprowadza wnioskowania, lecz stwierdza współwystępowanie dwóch cech: leżenia w naturze człowieka i bycia dobrym - ilekroć pierwsza cecha przysługuje jakiemuś x, tylekroć przysługuje mu również druga. Z koniunkcji (D1) i (D2) wynika, że ta zależność jest obustronna.

Po drugie, nawet gdyby ktoś wnioskował "Działanie x leży w naturze człowieka. Zatem działanie x jest dobre", to nie popełniłby błędu naturalistycznego, lecz błąd logiczny. Dokładnie taki sam, jak ten, który popełniłby ktoś wnioskując w ten sposób: "George Clooney jest mężczyzną. Zatem ma owłosione piersi". Logika jest konserwatywna: w prawidłowo przeprowadzonym wnioskowaniu wniosek znajduje się wśród przesłanek.

Po trzecie, to, co George Moore określił mianem błędu naturalistycznego nie polega na uznaniu zdania normatywnego w oparciu o zdanie nienormatywne, lecz na błędnym utożsamieniu jakiejś normatywnej cechy (np. dobra) z jakąś cechą nienormatywną (np. przyjemnością). Błąd naturalistyczny jest, de facto, przypadkiem błędu ogólniejszego, polegającego na uznaniu dowolnego typu numerycznie różnych cech za jedną i tę samą.

Nie twierdzę, że w (D1) i (D2) predykaty "jest dobre" i "leży w ludzkiej naturze" desygnują jedną i tę samą cechę. Przyjmuję, że w (D1) i (D2) są one koekstensjonalne, acz różnią się desygnatami.

...o leżeniu rozprawki ciąg dalszy...

Załóżmy, że działanie x leży w naturze T wtedy i tylko wtedy gdy: (a) y jest naturą T; (b) jeśli działanie x jest możliwe do zrealizowania przez T, to y jest cechą T, i jeśli y nie jest cechą T, to działanie x nie jest możliwe do zrealizowania przez T.

Podaną równoważność można zinterpretować albo jako definicję "działanie x leży w naturze T" ustalającą synonimiczność obu jej członów, albo jako tezę o tym, że obie strony tej równoważności są jedynie równozakresowe. Zasadnicza różnica między obiema interpretacjami polega na tym, że tylko przy założeniu drugiej z nich można wyjaśnić to, że x leży w naturze T, którą jest y, tym, że bez y nie byłoby możliwe zrealizowanie x przez T. Niżej operuję pierwszą interpretacją.

Jeśli za zmienną y podstawimy rozum, a za zmienną T człowieka, to wyjdzie nam, że w naturze człowieka leży zarówno zorganizowanie ludobójstwa, jak i zapobiegnięcie mu. Wszak tylko istota rozumna jest w stanie zorganizować ludobójstwo lub mu zapobiec. Przy założeniu prawdziwości (D1) okaże się więc, że zorganizowanie ludobójstwa jest dobre. Przy założeniu, że zorganizowanie ludobójstwa jest złe, otrzymamy wniosek, iż zasada (D1) jest fałszywa.

Co za dużo, to niezdrowo, można rzec. Wygląda na to, że trzeba zawężyć koncept działania leżącego w naturze T. Można zrobić to w ten sposób:
  • działanie x leży w naturze T wtedy i tylko wtedy gdy: (a) y jest naturą T; (b) jeśli działanie x jest możliwe do zrealizowania przez T, to y jest cechą T, i jeśli y nie jest cechą T, to działanie x nie jest możliwe do zrealizowania przez T; (c) y został zaprojektowany przez z do realizowania x.
Powyższa definicja została skonstruowana tak, aby za zmienną T można było podstawić zarówno podmiot (np. osobę ludzką), jak i przedmiot (np. jakiś artefakt). Jeśli y jest naturą T i y zostało zaprojektowane przez z do realizowania x, to ze względu na to, iż w tym przypadku bycie T polega na posiadaniu y, równie dobrze można stwierdzić, że to T zostało zaprojektowane do realizowania x. Jeśli przyjmiemy, że realizowanie x jest właściwą funkcją y wtedy i tylko wtedy, gdy:
  • (i) y jest cechą T; (c) y został zaprojektowany przez z do realizowania x,
to definicja działania leżącego w naturze T będzie wyglądać tak:
  • działanie x leży w naturze T wtedy i tylko wtedy gdy: (a) y jest naturą T; (b) jeśli działanie x jest możliwe do zrealizowania przez T, to y jest cechą T, i jeśli y nie jest cechą T, to działanie x nie jest możliwe do zrealizowania przez T; (c') realizowanie x jest właściwą funkcją y.
Definicja artefaktu (A) jest następująca:
  • T jest artefaktem wtedy i tylko wtedy, gdy: (a) y jest naturą T; (c) y został zaprojektowany przez z do realizowania x.
Wychodzi więc na to, że jeśli coś jest artefaktem, to ma właściwą funkcję. Zatem ostateczna definicja działania leżącego w naturze T przedstawia się następująco:
  • (DWLN) działanie x leży w naturze T wtedy i tylko wtedy gdy: (a'') T jest artefaktem; (b) jeśli działanie x jest możliwe do zrealizowania przez T, to y jest cechą T, i jeśli y nie jest cechą T, to działanie x nie jest możliwe do zrealizowania przez T.
Mother Nature's workshop

Jeśli więc Mamuśka Natura - ponoć ponętna niewiasta, która lubi ostro baraszkować ze zgrupowanym w pięciu milionach gatunków potomstwem, wykorzystując w tym celu ulubiony pejczyk zwany pieszczotliwie selekcją naturalną - zaprojektowała nas, zwierzaki z gatunku homo sapiens sapiens, do tego, abyśmy przechodzili proces cyborgizacji, to, zakładając (D1), przechodzenie tego procesu, w taki czy inny sposób, jest - pod względem moralnym - dobre.

Ktoś jednak zaoponuje: przecież nikt twierdzi, że istnieje coś takiego jak Matka Natura, swoisty analogon jakiegoś bóstwa, które najpierw nas zaprojektowało, a potem, posiłkując się ewolucją, wykonało, dzięki czemu rezultaty jej wysiłków możemy podziwiać do dziś. Cóż, w książce Natural-born Cyborgs można znaleźć takie fragmenty:

It is the presence of this unusual plasticity that makes human (but not dogs, cats, or elephants) natural-born cyborgs: beings primed by Mother Nature to annex wave upon wave of external elements and structures as part and parcel of their own extended minds.*****

Ale. Ale. Ale.
I nie o piwie mówię!
Zgłaszam jedną małą uwagę. There is no Mother Nature!

Zatem wszelakie zdania, które presuponują jej istnienie nie są prawdziwe. W ten sam sposób należy podejść do zdań przypisujących procesowi selekcji naturalnej stany intencjonalne w postaci przekonań, pragnień i zamiarów. Selekcja naturalna nie jest podmiotem intencjonalnym, ergo nie posiada żadnych stanów intencjonalnych, a więc również żadnych przekonań, pragnień i zamiarów, a tym samym również żadnego celu - jeśli cel to tyle, co stan rzeczy zamierzony przez podmiot intencjonalny. Literalnie odczytane zdania przypisujące selekcji naturalnej intencjonalną aktywność (projektowanie, wyznaczanie celu, zobowiązywanie do realizowania wyznaczonego celu, i tak dalej) nie są prawdziwe. Na szczęście, można odczytać tego typu zdania jako metaforyczny sposób wyrażania tego samego, co wyrażają ich wolne od antropomorfizmów parafrazy.

W tej sytuacji fragmenty, w których Andy Clark twierdzi, że to Matka Natura zaprojektowała nas, podwójnych sapiensów, do przechodzenia procesu cyborgizacji potraktuję jako mówiące w metaforyczny sposób, że zdolność do poddania się temu procesowi jest ADAPTACJĄ. Gdybym odczytał te fragmenty dosłownie, musiałbym uznać je za fałszywe.

Z wymienionych wyżej powodów opowieści Clarka o człowieku-cyborgu, opowieści ewolucjonistycznej, nie da się niesprzecznie wzbogacić o (D1), jeśli w (D1) występuje podana wyżej definicja DWLN. Osobie chcącej przekształcić opowieść Clarka w normatywną opowieść o ludzkiej naturze potrzebna jest ina definicja DLWN - mianowicie, definicja opierająca się na pojęciu adaptacji. Zanim jednak sformułuję kolejną definicję DLWN, zatrzymam się na chwilę przy pierwszej.

Załóżmy, że Mamuśka Natura zaprojektowała naszą naturę do tego, abyśmy przechodzili proces cyborgizacji. Jeśli przyjmiemy wyżej podaną definicję DLWN, to będziemy musieli uznać, że jesteśmy artefaktami Mamuśki Natury. I to artefaktami szczególnego sortu, bo będącymi zarazem swoimi użytkownikami! To po pierwsze. Po drugie, wróćmy na chwilę do (D1) i (D2). Przypominam:

(D1) działanie, które leży w naturze człowieka, jest dobre;

(D2) działanie, które nie leży w naturze człowieka, jest złe.

Występujące w (D1) predykaty "jest dobre" i "leży w naturze człowieka" różnią się treścią, ale są koekstensywne: desygnują współwystępujące ze sobą cechy. To samo tyczy się predykatów "jest złe" i "nie leży w naturze człowieka" z (D2). Z (D1) nie wynika jednak, że dane działanie, powiedzmy działanie x, jest dobre, ponieważ leży w naturze człowieka - mówiąc inaczej, (D1), zinterpretowane w taki sposób, w jaki ja to uczyniłem, nie głosi, że przyczyną tego, iż jakieś działanie ma moralny status dobrego jest to, że leży ono w ludzkiej naturze. Współwystępowanie dwóch cech nie implikuje żadnej relacji przyczynowej między nimi!

Załóżmy, że żyjemy w świecie, w którym - z woli Mamuśki Natury - prawdziwe są (D1) i (D2). Załóżmy też, że w tymże świecie jesteśmy natural born killers - mówiąc inaczej, Mamuśka Natura zaprojektowała nas, podwójne sapiensy, do tego, abyśmy zabijali, a ponadto - korzystając z selekcji naturalnej - wykonała naszą naturę tak, że zabijanie (także osobników z naszego gatunku), dzięki naszej naturze, na którą składają się adaptacje, przychodzi nam łatwo. Jeśli tak jest, to ilekroć zabijamy, tylekroć robimy coś, co zarazem leży w naszej naturze i jest dobre. I to niezależnie od tego, kogo, jak i dlaczego zabijamy. Dlaczego jednak w omawianym świecie zabijanie, i to dowolnego typu, miałoby być, pod względem moralnym, dobre? Cóż, mamy dwie możliwości:

(a) jest ono dobre, gdyż takim uczyniła je Mamuśka Natura, quasi-boska persona;

(b) jest ono dobre, gdyż jest zgodne z istotą Mamuśki Natury, quasi-boskiej persony.

W przypadku (a) Mamuśka Natura może dowolnie, wedle swojego widzimisię, kształtować status moralny ludzkich działań. W przypadku (b) statut ten kształtuje istota Mamuśki Natury, niezależnie od jej woli. Jednakże, zarówno w (a), jak i w (b), dane działanie ma określony status moralny nie dlatego, że leży w ludzkiej naturze, a dlatego, że znajduje się w odpowiedniej relacji wobec Matki Natury - jej woli albo istoty.

Nie zmienia to jednak faktu, że nawet w takim świecie możliwe jest usprawiedliwienie czyjegoś działania za pomocą (D1) i (D2). Jeśli, żyjąc w takim świecie, wiesz, że (D1) jest prawdą, wiesz, że Tomek dopuścił się x, wiesz, że x, którego dopuścił się Tomek, leży w ludzkiej naturze, to w oparciu o wymienione przesłanki, poprzedzone funktorem "wiem, że", jesteś w stanie uzyskać w trywialny sposób wiedzę o tym, że x, którego dopuścił się Tomek, jest, pod względem moralnym, dobry. Rzecz jasna, w takim świecie do wiedzy o tym, że x jest moralnie dobre wiedzie także inna ścieżka - wystarczy wiedzieć, że to Mamuśka Natura uczyniła x moralnie dobrym.

Rozpatrzmy teraz inną możliwość. Załóżmy, że żyjemy w świecie, w którym prawdą jest, że (D1'') działanie jest dobre dzięki temu, iż leży w ludzkiej naturze". Przyjmijmy też, że to, iż działanie leży w ludzkiej naturze jest zarazem konieczne i wystarczające do tego, aby było ono dobre. Z przyjętych założeń wynika (D1) i (D2). Jednak, co ważne, z koniunkcji (D1) i (D2) nie wynika wcale (D1''). Załóżmy też, że (D1'') jest prawdziwe, bo takim uczyniła je Mamuśka Natura - inaczej mówiąc, nadała ona leżeniu w ludzkiej naturze moc czynienia ludzkich działań dobrymi. Czy stąd wynika, że, tak czy inaczej, to Mamuśka Natura swą wolą czyni ludzkie działania dobrymi? I tak, i nie. Sprawę załatwię cytatem. Tylko za Boga wstawcie Mamuśkę Naturę.

It's sometimes thought that universal divine agency is incompatible with the reality of created agency, so that if we hold that God nourished the cow, we must deny that the grass did. To dispel this impression we only need note that action ivolves different roles for different agents and that the filling of one role by no means implies that the others are empty. Whenever an agent uses an instrument to do something, both the (ultimate) agent and the instrument are doing something, and if they were not both doing their job, the effect would not be forthcoming, at least not in that way. The hammer will not pick itself up and drive in the nail, but neither can I drive the nail by my bare hands. Just so, the grass will not nourish the cow unless God endows it with its properties and sustains its being. To be sure, God could perfectly well bring it about the cow is sustained without using grass or any other created agency. However, if God chooses to nourish the cow by the ingestion of grass, the grass must do its thing metabolically if God is to do it that way. (...) Thus we must reject the theological version of the National Rifle Association principle: "Diseases don't kill people; God kills people". We can recognize that both God and the disease kills, both God and the grass nourishes, each in its distinctive way".******

Podsumowując: podana wyżej definicja DWLN jest bezużyteczna dla kogoś, kto nie traktuje literalnie ewolucji jako analogonu projektanta, a więc pewnego typu podmiotu intencjonalnego. Jeśli jednak ktoś chce się bawić w antropomorfizowanie ewolucji, to niechaj wie, iż rzeczona definicja wraz z zasadami (D1) i (D2) nie wystarczy do wyjaśnienia genezy statusu moralnego ludzkich działań. Tutaj trzeba czegoś więcej - mianowicie, jakiejś historyjki o ewolucji przebranej za Mamuśkę Naturę. Chociażby takiej, jaką można znaleźć na kartach książki Stevena Pinkera pt. How The Mind Works?:

Was the human mind ultimately designed to create beauty? To discover truth? To love and to work? To harmonize with other human beings and with nature? The logic of natural selection gives the answer. The ultimate goal that the mind was designed to attain is maximizing the number of copies of the genes that created it. Natural selection cares only about the long-term fate of entities that replicate…*******

Zacytowany fragment zgrabnie skwitował Jerry Fodor:

Fiddlesticks. The human mind wasn’t created, and it wasn’t designed and there is nothing that natural selection cares about; it just happens. This isn’t Kansas, Toto.********

Ewolucja, selekcja naturalna, adaptacje

Cóż, czy da się przeformułować ewolucyjną opowieść o ludzkiej naturze w ten sposób, aby zyskała ona status opowieści normatywnej? Odpowiedź brzmi: tak, da się. Tyle, że to dopiero początek kłopotów. Zacznijmy od objaśnienia, bardzo pobieżnego, kilku pojęć kluczowych dla dalszych rozważań.

W pierwszej kolejności wrzućmy na ruszt - przy milczącej aprobacie Mamuśki Natury - koncept selekcji naturalnej. Otóż - adresuję to również do osób uważających się za dzieciaczki quasi-boskiej persony w lateksowych stringach pamiętających wymieranie dinozaurów u schyłku kredy - selekcja naturalna nie jest podmiotem intencjonalnym, co oznacza, że nie ma ona przekonań, pragnień i zamiarów. Niczego więc, dosłownie rzecz biorąc, nie projektuje. Jej rola jest następująca - znów poslużę się anglojęzycznym cytatem:

Whether or not a phenotype is the product of single or several saltations or several mutations that confer small incremental phenotyphic changes makes no difference to wheter natural selection can explain the evolution of the trait. Natural selection explains why one trait rather than some other is present in a population. For example, if long necks are an adaptation, natural selection explains why giraffes have long necks as opposed to, say, short or medium necks. There are three conditions for a trait to evolve by natural selection: variation, heritability and fitness. If it is heritable, the the fittes variant, the one that, on average, confers the higher probability of surviability and/or reproductive success, is most likely increase in frequency in a population. (Of course, this story assumes certain conditions about the reproductive scheme, the population number, etc. - the details are well-worked out in any standard textbook on natural selection.) So, presumably, at one time there where variants in neck size among ancestral giraffes and the ones with the longest necks survived and reproduced like offspring more succesfully (on average) than those with shorter necks.

There is an important consequence to this story. For a trait to be product of natural selection it must be the case that phenotypes pre-exist their selection; as it were, the trait has to be there before natural selection can favor it. So, natural selection, in this instance, explains why traits, e. g. long necks, are present by explaining the increase of frequency of long necks over other variants, not how the trait originated in an individual in the first place. Therefore, an explanation for the origins of a phenotype, i. e. how it first appeared in a member of the population, does not explain a trait's spread in a population.*********

Kolej na pojęcie adaptacji. Znów po angielsku.

By definition, adaptations are traits that have a history of preservation and modification under selection in the direction of greater functional effectiveness. And selection occurs only when three conditions are met: (1) there must be variation in traits; (2) this variation must produce fitness differences; and (3) the variation must be heritable. Heritability, in turn, requires that differences in the traits responsible for differential fitness be due to genetic differences. Thus, if a trait is an adaptation, we know three things about it. (1) At some point in the evolutionary history of the lineage with that trait, there was variation with respect to the possession of the trait; some individuals had it and some didn’t. (2) The individuals with that trait had higher fitness, on average, than individuals without. And, most importantly, (3) the difference between having and not having the trait was due to a genetic difference between individuals with and without the trait.**********

Treść pojęcia adaptacji można wyrazić w ten sposób - tak, jak to uczynił Elliot Sober:

X is an adaptation for task F in population P if and only if X became prevalent in P because there was selection for X, where the selective advantage of X was due to the fact that X helped perform task F.***********

Frazę "there was selection for X" należy odczytywać tak: posiadanie przez organizm cechy X ułatwiało mu przeżycie i reprodukcję. Wspomniany Elliot Sober, filozof nauki specjalizujący się w filozofii biologii, opatrzył powyższą definicję następującymi objaśnieniami:

First, we should distinguish between a trait that is adaptive and a trait that is an adaptation. Any number of traits can be adaptive without those traits being adaptations. A sea turtles forelegs are useful for digging in the sand to bury eggs but they are not adaptations for nest building. Also, traits can be adaptations without being currently adaptive for a given organism. Vestigial organs such as our appendix or vestigial eyes in cave dwelling organisms are examples of such traits.

Second, we should distinguish between ontogenic and phylogenetic adaptations. The adaptations of interest to evolutionary biologists are phylogenetic adaptations, which arise over evolutionary time and impact the fitness of the organism. Ontogenetic adaptations, including any behavior we learn in our lifetimes, can be adaptive to the extent that an organism benefits from them but they are not adaptations in the relevant sense.

Finally, adaptation and function are closely related terms. On one of the prominent views of function—the etiological view of functions—adaptation and function are more or less coextensive; to ask for the function of an organ is to ask why it is present.************

DWLN kontratakuje!

Mając wstępnie określoną treść pojęć selekcji naturalnej i adaptacji, możemy sformułować nową, wyzbytą antropomorfizmów, definicję działania leżącego w naturze - w skrócie DWLN. Oto i ona:
  • (DWLN*) działanie x leży w naturze T wtedy i tylko wtedy gdy: (a) y jest naturą T; (b) jeśli działanie x jest możliwe do zrealizowania przez T, to y jest cechą T, i jeśli y nie jest cechą T, to działanie x nie jest możliwe do zrealizowania przez T; (C) y jest adaptacją T do x.
Rozwinięcie (C) przedstawia się następująco:
  • y jest adaptacją T do x w populacji P wtedy i tylko wtedy, gdy y upowszechniło się w P, gdyż posiadanie y przez organizmy z populacji P ułatwiało im przeżycie oraz reprodukcję, a ułatwiało im to dlatego, że albo umożliwiało im realizowanie x, albo samo realizowało x.
Jeśli y jest adaptacją T do x, to realizowanie x jest właściwą funkcją y. W tym przypadku pojęcie właściwej funkcji nie ma żadnego związku z pojęciem intencji. Właściwą funkcją y, będącego adaptacją T w populacji P, jest realizowanie przez niego tego, co sprawiło, że y upowszechnił się w populacji P.

It is the/a proper function of an item (X) of an organism (O) to do that which items of X's type did to contribute to the inclusive fitness of O's ancestors, and which caused the genotype, of which X is the phenotypic expression, to be selected by natural selection.*************

Komplikacje

Według psychologii ewolucyjnej, ludzki umysł składa się z wielu tysięcy, jeśli nie setek tysięcy, a nawet milionów, tzw. modułów, będących algorytmami wyspecjalizowanymi w rozwiązywaniu różnych problemów związanych z reprodukcją. Te moduły, zwane mentalnymi, mające swoje neurofizjologiczne implementacje, są adaptacjami. Co więcej, według niektórych psychologów ewolucyjnych, składają się one na ludzką naturę. Pozwolę sobie na kolejny anglojęzyczny cytat:
  1. The brain is a computer designed by natural selection to extract information from the environment.
  2. Individual human behavior is generated by this evolved computer in response to information it extracts from the environment. Understanding behavior requires articulating the cognitive programs that generate the behavior.
  3. The cognitive programs of the human brain are adaptations. They exist because they produced behavior in our ancestors that enabled them to survive and reproduce.
  4. The cognitive programs of the human brain may not be adaptive now; they were adaptive in ancestral environments.
  5. Natural selection ensures that the brain is composed of many different special purpose programs and not a domain general architecture.
  6. Describing the evolved computational architecture of our brains “allows a systematic understanding of cultural and social phenomena.**************
I tak, tytułem przykładu, jesteśmy ponoć nie tylko natural born cyborgs, ale, co ciekawe, również natural born killers. Przy czym "natural born" oznacza tyle, co "zaadaptowani do". Jesteśmy więc zaadaptowani - w podanym wyżej znaczeniu - do przechodzenia cyborgizacji oraz do zabijania. O tym, że wśród modułów mentalnych składających się na naturę homo sapiens sapiens występują moduły, którą funkcją (właściwą funkcją) jest ułatwianie nam zabijania, przekonuje psycholog ewolucyjny David M. Buss w książce Murderer Next Door: Why The Mind Is Designed To Kill. Mniejsza z tym - przynajmniej tu i teraz, w moim blogowym zakątku wszechświata - czy teoretyczne założenia psychologii ewolucyjnej, ich konsekwencje oraz formułowane na ich podstawie hipotezy są prawdziwe. Przypominam, że interesuje mnie coś innego - czy da się przekształcić ewolucyjną opowieść o ludzkiej naturze w opowieść normatywną, dołączając niesprzecznie do tej pierwszej (D1) i (D2). Odpowiedź brzmi: tak, da się. W trywialny i banalny sposób - dopisując do niej, za pomocą koniunkcji, (D1), (D2) i DWLN*.

Jeśli założymy DWLN* oraz (D1) i (D2), to trzymamy wniosek, że jeśli jakieś działanie, którego podmiotem jest człowiek, powiedzmy działanie x, jest moralnie dobre, to wśród cech składających się na ludzką naturę znajduje się adaptacja do x. I odwrotnie. Tylko, że znów, bez przyjęcia dodatkowych założeń, (D1) i (D2) nie przesądzają, że fakt, iż wśród cech składających na ludzką naturę znajduje się adaptacja do x, wyjaśnia to, iż x jest moralnie dobre. Tytułem przykładu - nawet jeśli człowiek ma adaptację lub adaptacje do dbania o zdrowie i życie swojego potomstwa, samo zaś dbanie o zdrowie i życie swojego potomstwa jest moralnie dobre, to nie wynika stąd, że dbanie przez człowieka o zdrowie i życie swojego potomstwa jest moralnie dobre dzięki temu, że został on do tego ewolucyjnie przystosowany.

Oczywiście, ktoś może zaprotestować - przecież działanie, które skutkuje zwiększeniem lub jedynie zwiększa prawdopodobieństwo maksymalizacji inkluzywnego fitness (inclusive fitness) jest dobre. Owszem, jest dobre - dobre, czyli korzystne dla sprawcy takiego działania. Korzystne pod pewnym, ściśle określonym względem. Co, rzecz jasna, nie znaczy, że pod każdym. Chociażby pod moralnym.

Rozpatrzmy jednak dwa - możliwe wszak - scenariusze. Jeśli chodzi o pierwszy, to załóżmy, że "dobry moralnie" to tyle, co "maksymalizujący prawdopodobieństwo zwiększenia inkluzywnego fitness", zaś oba terminy desygnują jedną i tę samą cechę. Z kolei w przypadku drugiego scenariusza przyjmijmy założenie, że moralna dobroć oraz maksymalizowanie prawdopodobieństwa zwiększania inkluzywnego fitness są cechami współwystępującymi - jeśli x jest moralnie dobre, to x maksymalizuje prawdopodobieństwo zwiększenia inkluzywnego fitness, i odwrotnie. Dodatkowo załóżmy, że jeśli x jest moralnie dobre, to jest takie dzięki temu, że maksymalizuje prawdopodobieństwo zwiększenia inkluzywnego fitness.

Cóż, oba scenariusze mają - przez niejednego uważane za negatywne - istotne konsekwencje dla this peculiar institution zwanej moralnością. Z pierwszego wynika, że termin "dobry moralnie" można wyeliminować z ludzkiego dyskursu na rzecz terminu "maksymalizujący prawdopodobieństwo zwiększenia inkluzywnego fitness", skoro znaczenie tego pierwszego jest identyczne ze znaczeniem tego drugiego, a ponadto oba terminy desygnują jedną i tę samą cechę. Z drugiego scenariusza wynika natomiast, że jedno i to samo działanie w jednej sytuacji będzie moralnie dobre, o ile będzie ono maksymalizować prawdopodobieństwo zwiększenia inkluzywnego fitness, w innej zaś, jeśli nie będzie tego czynić, uzyska status moralnie złego. I tak, tytułem przykładu, zabójstwo, kradzież, oszustwo, szantaż, torturowanie i wiele innych działań powszechnie, na ogół jednak z bliżej lub dalej idącymi zastrzeżeniami, uznawanych za moralnie złe - będzie zmieniało swój status moralny w zależności od kontekstu.

I tak źle, i tak niedobrze. Cóż, bywa i tak. Warto odnotować, że na przypadłość, którą, by tak rzec, skutkuje pierwszy scenariusz, cierpią również te wersje etyki teistycznej, które definiują eliminacyjnie pojęcie dobra moralnego przez, dajmy na to, pojęcie boskiego nakazu lub zezwolenia, pojęcie boskiej woli, pojęcie boskiej aprobaty lub pojęcie boskiej miłości. Proszę zwrócić uwagę na to, że nie twierdzę, iż ci, którzy w taki właśnie sposób definiują pojęcie moralnego dobra, popełniają błąd naturalistyczny. Twierdzę, że tego typu definicje są, w istocie swej, eliminacyjne - z ich pomocą nie da się wyjaśnić, dlaczego coś jest moralnie dobre. Na przykład, jeśli zdefiniujemy - eliminacyjnie - moralne dobro przez maksymalizowanie fitness, to, uznawszy tę definicję, nie będziemy mogli wyjaśnić tego, że dane działanie jest moralnie dobre tym, iż maksymalizuje ono fitness. Mówiąc, że działanie x jest moralnie dobre, gdyż maksymalizuje ono fitness, powiemy wtedy, że działanie x maksymalizuje fitness, gdyż... maksymalizuje fitness - a to, rzecz jasna, nie zasługuje na miano wyjaśnienia.

Znamienne, że niektóre wersje etyki teistycznej cierpią też na przypadłość drugiego scenariusza, czyli moralny relatywizm - mam na uwadze chociażby te wersje etyki teistycznej, z których wynika, że, owszem, mordowanie ludzi jest moralnie złe, ale zabijanie ich za boskim zezwoleniem nie jest morderstwem, a zatem nie ma w nim moralnego zła. Nie wierzycie, że pod sklepieniem niebieskim żyją i umierają również zwolennicy takich odmian etyki teistycznej? To zajrzyjcie tutaj: Canaaite Genocide. I tutaj, jeśli zechcecie przywrócić spokój swojemu sumieniu: Did God Command Genocide?

Zamiast zgrabnej puenty

Zakończę - ten już zdecydowanie za długi tekst, który zaczął się niewinnie od kilku uwag o naturze cyborgów - cytatami z artykułu 'Fugitive Thought' autorstwa Richarda Joyce, znamienitego moralnego nihilisty (a ściślej: metaetyka opowiadającego się - nie bez mocnych racji, ale też nie dogmatycznie - za metaetycznym stanowiskiem moralnego nihilizmu).

Moral imperatives are claimed to be inescapable. The moral felon who convinces us that he desired to commit his crimes, that he had no desires that the actions thwarted, does not incline us to withdraw our judgment that he did what he ought not to have done. We do not permit him to evade his moral culpability by citing unusual desires or interests. This thesis of moral inescapability seems familiar and yet is notoriously difficult to make sense of. Philippa Foot calls it “the fugitive thought,” and argues that there is no coherent thought to be brought into the light, but thinks that we could carry on moral discourse purged of claims of inescapability.1 Her pessimism about locating the fugitive is justified, but moral discourse may well not survive its elimination. Inescapability—our tendency to morally condemn the criminal regardless of his desires or interests—lies at the heart of our moral framework; indeed, we might well think that it is the whole point of having a moral language. For this reason our moral discourse is hopelessly flawed in the sense of there not being an acceptable explication of the central moral concepts, though it is not without practical merit. Participating in moral discourse may be warranted in pragmatic terms, despite its defects.

Moral imperatives do not continue to apply to us regardless of our motives or interests in the way that the rules of etiquette or chess do. We have reason to follow them regardless of out motives or interests. We might put the point in terms of all-things-considered “oughts.” When Mike has a very good reason for ignoring etiquette, then all-things-considered, he ought to ignore it, despite a remaining sense in which he should not speak with his mouth full. Reasons go along with all-things-considered “oughts,” but not necessarily institutional “oughts.” The unusual thought of the person who stands to gain a million dollars by being rude shows that it may be the case that someone ought to φ without having a reason to φ. But this is not an all-things-considered sense. By comparison, it would do violence to our concepts to hold that a person ought, all-things-considered, to φ, but has no reason to φ.

Moral prescriptions are all-things-considered judgments, though not all all-things-considered judgments are moral. If I decide, after weighing all considerations, that I ought to pop down to the café at one o’clock rather than noon, it does not make the associated ought-statement a moral imperative. But that all moral judgments are all-things-considered judgments seems correct. The moral judgment “Mary ought not to have lied” has an overriding quality. It may be that according to prudence Mary ought to have lied, according to etiquette she ought to have lied, according to a utilitarian concern for the interests of the person addressed she ought to have lied, but if, morally speaking, she ought to tell the truth, then there is nothing else to consider when she asks herself what she ought to do. That morality prescribes φ-ing implies that all the other prescriptive systems have already been taken into account in so far as they are relevant, and balanced. In contrast, that etiquette may prescribe φ-ing does not imply anything about the requirements of other systems, and it does not imply that φ-ing is what she must do.

A body of rules, according to Foot, yields prescriptions that we have reason to follow only if we have a standing interest in that body of rules. For most of us, etiquette does provide prescriptions that not only apply to us in the weak categorical sense, but which we must follow, because we care about etiquette. We have good reasons not to speak with our mouths full, but these reasons are escapable. Her complaint about a dominant thread of post-Kantian ethics is that morality is perceived as a body of rules that we have reason to follow regardless of our interests, desires, or concerns about morality.

We may consider a case of an unwilling gladiator. When the gladiator, against his will, is thrust into the arena, he immediately becomes subject of various rules of conduct: he must not throw sand in his opponent’s eyes, he must not drop his weapons and run, for instance. These are weak categorical imperatives. Nevertheless, the gladiator may have no reason to refrain from throwing sand in his opponent’s eyes. He may have no reason to do what he ought to do. Let us say that the unwilling gladiator has various imperatives applying to him whether he likes it or not, but it is not the case that he must follow them whether he likes it or not. If the authority of morality were no more than imperatives applying, then it would have no more authority than the Romans had over their unwilling prisoners. It would just be a set of rules which we have decided to apply to everyone, possibly with the threat of punishment for violators. But ordinary moral thinkers understand an unrepentant criminal differently from an unwilling gladiator. It is not merely that there exists a body of rules backed with punishment, and that the criminal has violated those rules. We think that he must follow those rules whether he accepts them or not. We think that the rules are, in some sense, his rules whether he accepts them or not. In trying to make sense of this inescapability, the most promising avenue is to seek a theory of reasons whereby the felon would have reasons for good behavior. Suppose he were to say, “I admit that I ought not to have broken my promise, but that is just an according-to-the-rules-of-morality-ought. I do not have an interest in that system of rules. Following that system of rules goes against my interests and desires. Therefore I have no reason to obey it.” Our moral discourse certainly does not fold in the face of this. We insist that the felon, all-things-considered, ought to have kept his promise, and that he has a reason to follow the moral injunction. The question is whether these insistences are philosophically defensible.***************

Tak więc, cyborgi, whether or not we are cyborgs, jeśli chcecie mieć wiarygodną ewolucyjno-normatywną opowieść o ludzkiej naturze, powinniście uwzględniając naturę moralnego dyskursu wyjaśnić, co sprawia - w ewolucyjnych kategoriach - że moralnie złe działanie to takie działanie, którego nie powinno się podejmować, niezależnie od tego, jakie posiada się przekonania, pragnienia, zamiary i interesy.


Przypisy

* Andy Clark, Natural-born cyborgs: Minds, Technologies and the Future of Human Intelligence, Oxford University Press 2001, s. 5

** Obraz ciała (body image) = system perceptów, przekonań i postaw dotyczących własnego ciała. Na obraz ciała składają się nie tylko te przekonania i postawy, które są aktualnie uświadamiane przez podmiot, lecz także takie, których podmiot aktualnie nie jest świadomy, choć je posiada, a które są uświadamialne (w stosownych okolicznościach). Na obraz ciała składają się percepty, koncepty i afekty. (a) percept ciała: percepcyjne doświadczenie własnego ciała przez podmiot; (b) koncept ciała: pojęciowe rozumienie własnego ciała przez podmiot; (c) afekt ciała: emocjonalna postawa podmiotu wobec jego własnego ciała.

Schemat ciała (body schema) = system sensomotorycznych zdolności, mechanizmów, procesów, które funkcjonują bez udziału świadomości podmiotu lub konieczności świadomego monitorowania ich przebiegu

Schemat ciała, w przeciwieństwie do obrazu ciała, funkcjonuje głównie poniżej progu świadomości, w sposób zasadniczo zbliżony do automatycznego, aczkolwiek – i to jest ważne – często podporzadkowuje się zamiarom/intencjom podmiotu. Ruchy kontrolowane przez schemat ciała mogą być kształtowane przez zorientowane na cel (czyli intencjonalne) zachowanie podmiotu (na przykład, gdy sięgamy po szklankę z zamiarem wypicia z niej napoju, schemat ciała, bez udziału świadomości, dostosowuje ułożenie palców, kształt dłoni i napięcie mięśni do tego, abyśmy mogli chwycić szklankę, nie miażdżąc jej). Zasadniczą funkcją schematu ciała jest utrzymywanie postawy i kontrolowanie ruchów ciała. Mimo to świadoma percepcja własnego ciała może również przyczynić się do utrzymywania postawy i kontrolowania ruchów ciała, na przykład podczas nauki gry w tenisa, jednak nawet wtedy (monitorując wykonywane ruchy) podmiot nie uświadamia sobie wszystkich elementów aktywności schematu ciała (choć z drugiej strony, dzięki stosownej edukacji, może wiedzieć, co zachodzi w ciele człowieka, gdy ten wykonuje dany ruch).

*** Andy Clark, Natural-born cyborgs: Minds, Technologies and the Future of Human Intelligence, s. 18-19.

**** Andy Clark, Natural-born cyborgs: Minds, Technologies and the Future of Human Intelligence, s. 142.

***** Andy Clark, Natural-born cyborgs: Minds, Technologies and the Future of Human Intelligence, s. 31.

****** William P. Alston, Divine Nature and Human Language, Cornel University Press, Ithaca/London 1989, s. 200-201.

******* Warto odnotować, że Steven Pinker nie odczytuje zacytowanego fragmentu dosłownie.

******** Jerry Fodor, Against Darwinism

********* Andre Ariew, Natural Selection Doesn't Work That Way: Jerry Fodor vs. Evolutionary Psychology on Gradualism and Saltationism, Mind & Language, Vol. 18 No. 5 November 2003, s. 478-483.

********** David Buller, Evolutionary Psychology, Meet Developmental Neurobiology: Against Promiscuous Modularity, Brain and Mind 1: 307–325, 2000.

*********** Ron Amundson, George V. Lander, Function without purpose: The uses of causal role function in evolutionary biology, Biology and Philosophy v. 9, 1994, pp. 443-469

************ http://plato.stanford.edu/entries/evolutionary-psychology/#BioVsEvoPsy

************* Function without purpose: The uses of causal role function in evolutionary biology

************** http://plato.stanford.edu/entries/evolutionary-psychology/#MasModHyp

*************** Richard Joyce, Fugitive Thought, Journal of Value Inquiry 34 (2000) 463-478

Brak komentarzy: