wtorek, 29 czerwca 2010

Chwalmy Pana \m/

'Święte Piekło' (2005) ma trzech głównych bohaterów: producenta i gitarzystę Roya Z., perkusistę Bobby’ego Jarzombka i wokalistę Rob Rocka. Rob Rock jest oczywiście najważniejszą postacią na 'Holy Hell' – bez niego nie byłoby tej płyty. Ani dwóch jej znakomitych poprzedniczek: 'Rage Of Creation' (2000) i 'Eyes of Eternity' (2003). Roy Z. – producent m. in. takich płyt jak 'Accidenth Of Birth' (1997), 'Chemical Wedding' (1998), 'Angel Of Retribution' (2005) i 'Tyranny Of Souls' (2005) – zagwarantował 'Holy Hell' poza profesjonalną produkcją, która zaowocowała selektywnym i mięsistym brzmieniem, świetne gitarowe partie, nagrywając część riffów i solówek. Bobby Jarzombek – znany m. in. z dwóch solowych płyt Halforda oraz gry w Painmuseum, zespole Mike’a Chlasciaka – zagrał fantastycznie na perkusji, obdarowując każdy utwór (z wyjątkiem dwóch słabych ballad) olbrzymią dawką gęstych i dynamicznych partii perkusyjnych. Natomiast Rob Rock, uważany przez niektórych za jedno z lepszych gardeł w heavy metalu, zaśpiewał z pasją, werwą i charyzmą, bez problemu poruszając się z niższych rejestrów w wyższe, i vice versa, oraz łącząc udanie heavymetalową stylistykę wokalną z jej hardrockowym bratem.

'Holy Hell' posiada jednak dwa istotne mankamenty - mianowicie, ballady: poświęconą zmarłemu ojcu Roba 'I Will Be Waiting For You' oraz 'Move On', cover Abby, zaśpiewany z Tobiasem Sammetem, wokalistą Edguy. Obie są słodziutkie, mdłe i nie chwytają – jak przystało na porządne ballady – za serce. Przynajmniej za moje. Może dlatego, że go nie mam. Na szczęście, pozostałe osiem utworów to bardzo dobre heavymetalowe granie ze wspaniałymi melodiami okraszonymi nawałnicami riffów. To lubię. To kocham. Dzięki fantastycznej grze Bobby’ego otwierający płytę 'Slayer Of Souls', apokaliptyczny 'First Winds Of The End Of Time', wyróżniający się niżej strojonymi gitarami 'Holy Hell', mroczny 'Lion Of Judah' czy hiciarski 'I’m A Warrior' i 'When Darkness Reigns' mają w sobie cholernie dużo polotu, brawury i dynamiki, którymi można by obdarować co najmniej kilka heavymetalowych albumów. Najbardziej przebojowym kawałkiem jest 'I’m A Warrior', będący nową wersją starego utworu Chrisa Impellitteri’ego pt. 'Warrior'. Dla fanów wspomnianego gitarzysty nowa wersja utworu 'Warrior' to lektura obowiązkowa.

W odróżnieniu od więtego Piekła', wydany dwa lata później 'Ogród Chaosu' (2007) ma tylko jednego bohatera - Rob Rocka. Faktem jest, że Roy Z. ma na sumieniu wyprodukowanie dwóch utworów i nagranie kilku partii gitarowych, które trafiły na album, jednak jego wkład nie jest na tyle znaczący dla ostatecznego kształtu całego materiału, abym mógł uznać go za bohatera 'Garden Of Chaos'. Natomiast Bobby Jarzombek, skądinąd jeden z moich ulubionych bębniarzy, zabębnił raptem w jednym utworze - mianowicie w kawałku pt. ''This Is The Last Time'. Szkoda, bo facet bębni na ogół znakomicie - mocno, dynamicznie i gęsto, a przy okazji z łepetyną na karku.

Wymieniony numer jest jednym z dwóch, których brzmienie w całości opracował Roy Z.. Drugim takim utworem jest napisany przez Gusa G. bonusowy 'Ride The Wind', w którym lider greckiego Firewind zagrał solówkę. Pozostałe utwory wyprodukował gitarzysta Carl Johann Grimmark, znany przede wszystkim z gry w zespole Narnia. Zresztą, nie licząc Rob Rocka, 3/4 składu jego solowego projektu to muzycy tej kapeli. Na basie gra Andreas Olsson a za zestawem perkusyjnym szaleje Andreas Johannson.

Na 'Holy Hell' osiem kawałków, nie licząc dwóch mdłych ballad, to okraszone mocarnym brzmieniem heavymetalowe granie ze wspaniałymi melodiami serwowanymi w nawałnicy riffów. Na 'Garden Of Chaos' brzmienie nie jest już mocarne acz nie można powiedzieć, by było ono kiepskie - gitary na szczęście nie cykają, raczej rozbrzmiewają soczyście, a w kilku kawałkach momentami brzmią niespodziewanie ciężko, zbliżając się do brzmienia wioseł z wcześniejszego krążka. Reszta instrumentarium jest dobrze słyszalna, nawet bas, razić może jedynie striggerowana perkusja. Same kompozycje, pomijając złagodzone choć nadal selektywne brzmienie, wyraźnie ustępują polotem, brawurą i dynamiką takim utworom z 'Holy Hell' jak 'Slayer Of Souls', 'First Winds Of The End Of Time' i 'Lion Of Judah'. Raptem o trzech piosenkach z 'Garden Of Chaos' można trafnie powiedzieć, że dorównują wyżej wymienionym - są to 'Satan's Playground', 'Only A Matter Of Time' i cholernie przebojowy 'Metal Breed'. Reszcie bliżej jest do twórczości Narnii niż do bądź co bądź swego czasu bardziej amerykańskiej niż europejskiej odmiany heavy metalu, jaką Rob Rock zaserwował swoim fanom na płytach 'Rage Of Creation' (2000) i 'Eyes Of Eternity' (2003). O balladach - 'Unconditional' i poświęconej synkowi Roba 'Ode To Alexander' - napiszę jedynie, że niestety trafiły na krążek. A szkoda, bo tak jak ich starsze siostry z 'Holy Hell' nie grzeszą one urodą. Wręcz przeciwnie. Inna sprawa, że ja zasadniczo nie przepadam za balladami.

Jeszcze krótko o przesłaniu obu albumów - jest ono na wskroś religijne, do czego nawiązałem tytułem niniejszej recenzji. Rob Rock to gorliwy chrześcijanin, deklaruje miłość do Boga, i o tej swojej miłości do jednego bóstwa w trzech osobach lubi opowiadać na swoich albumach.

Brak komentarzy: