wtorek, 21 września 2010

Grzechy Króla Piekła

Oops, they did it again! Najpierw Niemcy z Destruction. Następnie ich ziomkowie z Tankard i Sodom. Potem Amerykanie z reaktywowanego przed czterema laty Helstar. Destruction zrobili to na 'Thrash Anthems' (2007), Sodom na 'The Final Sign Of Evil', (2007) Tankard na 'Best Case Scenario: 25 Years In Beers' (2007), a Helstar na 'Sins Of The Past' (2007). Muzycy z Destruction, Sodom, Tankard i Helstar wzięli na warsztat utwory ze swoich starych - klasycznych - albumów i poddali je aranżacyjno-brzmieniowemu liftingowi. O ile spośród kapel zza Odry tylko Tankard wywiązał się z tego pomysłu bez zarzutu, nie przesadzając po prostu z ilością kolagenu zużytego do odmłodzenia poszczególnych numerów, o tyle nieco przearanżowane i podrasowane za pomocą nowoczesnej technologii do obróbki dźwięku the best of Helstar przyćmiło swoim powermetalowym blaskiem thrashowe albumy Niemców. I nic w tym dziwnego, skoro 'The Sins Of The Past' (2007) został nagrany przez muzyków - James Rivera (wokal), Larry Barragan (gitary), Rob Trevino (gitary) oraz Jerry Abarca (bas)* - mających na sumieniu 'Remnants Of War' (1986), jedną z najlepszych płyt Helstar.

Tytułowe 'Grzechy Przeszłości' to trzynaście utworów - jedenaście odrestaurowanych staroci i dwa zupełnie nowe, 'Tormentor' i 'Caress Of The Dead', zwiastujące power/thrashową bestię, jaką okazał się 'The King Of Hell' (2008). Starocie pochodzą z następujących krążków Helstar: 'Burning Star' (1984), wspomnianego 'Remnants...' (1986), 'Distant Thunder' (1988) i 'Nosferatu' (1989). Zespół nie ograniczył się od odświeżenia i poprawienia brzmienia wybranych utworów, ale po prostu nagrał je od nowa, niekiedy modyfikując ich aranżacje. Usłyszymy selektywnie i mocarnie brzmiące 'Burning Star', 'Witch Eyes', 'Dracula's Castle' ('Burning Star'), 'Evil Reign', 'Suicidal Nightmare', 'Face The Wicked One', 'Angel Of Death' ('Remnants Of War'), 'The King Is Dead', 'Tyrannicide' ('Distant Thunder'), 'Baptized In Blood', 'Harker's Tale' ('Nosferatu'). Generalnie wprowadzone przez zespół zmiany wyszły wymienionym utworom na dobre. Na przykład, w takim 'Suicidal Nightmare', jednym z moich ulubionych numerów Helstar, główny riff jest teraz znakomicie słyszalny, a jego hipnotyzujący urok potężniejszy.

Nowe utwory prezentują się nie gorzej niż stare. Oba są bardzo agresywne, złowieszcze i... diabelskie. 'Caress Of Dead' opowiada o facecie, który po śmierci kochanej do szaleństwa kobiety zatrzymał jej ciało, aby zabawiać się z nim w ten sam sposób, w jaki zabawiał się z ukochaną, kiedy ta jeszcze żyła. Śpiew Jamesa Rivery w tym utworze jest przerażający. Zwłaszcza w tej jego części, w której, tuż przed solówką, Rivera śpiewa: 'Feeling, seething/Most appealing/Biting, grinding/Lifeless love/Guilty pleasure/Rigor treasure/Hardening flesh fits like a glove'. 'Tormentor' również ma mocny tekst, zainspirowany tym, co Rivera, będąc małym chłopcem, usłyszał od swojej babci, a usłyszał, że gdy popełnia się jakiś zły uczynek, to postępuje się tak, jakby samemu krzyżowało się Chrystusa.

'Sins Of The Past' (2007) - ten smakowity kawałek wykrojony z przepysznego tortu, jakim jest dorobek muzyczny Piekielnej Gwiazdy - został przyćmiony wspomnianym wyżej 'The King Of Hell' (2008). Ten ostatni - nagrany w tym samym składzie co 'Grzechy...' (2007) - to bestia, która wyrwała się z okowów konwencji zdefiniowanej na wcześniejszych płytach Helstar, i przywdziała power/thrashowy pancerz, który dość rychło zrósł się z jej skórą. Rivera zaśpiewał agresywnie, dziko, bez opamiętania, jakby ze wzbierającą w płucach wściekłością uciekał przed gitarami, basem i perkusją, przed generowaną przez nie riffową thrash-nawałnicą, i podczas tej ucieczki, zabłądziwszy, trafił niespodziewanie do piekła - tego samego, które rechotem i grymasami przebija z wyśpiewywanych przez niego tekstów. Zapomnijcie o przebojowości, jaką cechują się utwory z 'Burning Star' (1984) oraz o technicznie wyrafinowanych kompozycjach z 'Nosferatu' (1989). Zapomnijcie o oldschoolowym brzmieniu 'Remnants Of War' (1986). Muzyczny pomiot 'Króla Piekła' (2008) to dokoksowana thrashem klasyka podana w wyjątkowo mrocznej, ciężkiej i współczesnej formie. 'Caress Of Dead' i 'Torment' są jedynie jej smakowitym przedsmakiem.

Mam nadzieję, że 5 listopada okaże się, iż 'Król Piekła' (2008) jest smakowitym przedsmakiem jeszcze bardziej smakowitego 'Glory Of Chaos' (2010), którego okładka wygląd tak:




*Na perkusji zagrał Russell DeLeon.

Brak komentarzy: