poniedziałek, 18 czerwca 2012

Po inferencjach ich poznacie...

(Uwaga! Niniejszy tekst nie jest recenzją najnowszej powieści Chiny Mieville'a)

W „Railsea” mają te swoje fikuśne pociągi – napędzane paliwem, wiatrem, siłą mięśni niewolników bądź zwierząt hodowlanych, gigantycznymi mechanizmami zegarowymi, blaskiem słońca i… księżyca. Pociągi wojskowe, pirackie i kupieckie, pociągi łowców artefaktów, a także należące do myśliwych, którzy wśród bezdroży tytułowego morza polują na mieszkańców bezdennych podziemi.

W „Railsea” mają też inne fajne rzeczy – na przykład, tamtejsze miasta-państwa wznoszą się na bezpiecznych dla ludzkiej stopy wzgórzach; ponad górskimi szczytami, w zabójczej i nieprzeniknionej dla ludzi atmosferze żyją lovecraftowskie monstra, a podziemia pod torami przemierzają mordercze stworzenia z koszmarów, które śnią ogrodnicy oraz osoby bojące się panicznie szczurów, kretów i olbrzymich czerwi z Arrakis.

Najfajniejsze z mrowia konceptów Mieville’a są jednak fikuśne pociągi. Oraz kapitanowie. Tak, pociągi i kapitanowie, a przynajmniej niektórzy z nich. Bardzo specyficznego rodzaju. Kapitanowie tacy jak Naphi, dowodząca Medes, statkiem-pociągiem przeznaczonym do polowania na głębokich torach i piaskach Railsea. Naphi, jak większość podobnych jej kapitanów, ma swoją filozofię, której – w odróżnieniu od nas, ziemskich filozofów, zlokalizowanych złośliwie po tej stronie kartki lub ekranu – nie uprawia: ona ją ściga. Filozofią, którą ściga Naphi jest Mocker-Jack, o którym w pewnym momencie sama opowiada tak:

You know how careful are philosophies. How meanings are evasive. They hate to be parsed. Here again came the cunning of unreason. I was creaking, lost, knowing that the ivory-coloured beast had evaded my harpoon & continued his opaque diggery, resisting close reading & a solution to his mystery. I bellowed, & swore that one day I would submit him to a sharp & bladey interpretation*.

Mocker-Jack jest…

…Kretem Wielu Znaczeń (the Mole of Many Meanings). Rozumiecie? Filozofia, którą ściga Naphi, jest gigantycznym kretem-albinosem. My, filozofowie, nie uprawiamy filozofii, która byłaby kretem, a co dopiero krecim lewiatanem z głębin ziemi. Nie uprawiamy filozofii, która mogłaby nas ścigać, odgryźć nam rękę w łokciu, a nawet zabić. Jednakże z osobami takimi jak Naphi, łączy nas, filozofów, jedno: też sporo podróżujemy, chociaż zdecydowanie inaczej niż nie-filozofowie z obu stron literackiego lustra.

Wpadłam na to podczas konferencji filozoficznej, gdy czekając na swoją kolej, aby wystąpić z referatem, podczytywałam w smartfonie „Railsea”. Nagle mnie olśniło. Ujrzałam to z taką jasnością i tak wyraźnie, że Rene byłby ze mnie dumny. Światełko rozumu zadziałało rzetelnie. Rozdziawiłam ze zdumienia usta, wzbogacona nowym zasobem wiedzy apriorycznej, a potem – cała ja – zachichotałam pod nosem, uśmiechnięta niczym osoba, która jednym celnym strzałem zakończyła pościg za białym króliczkiem.

My, filozofowie, nie mamy fikuśnych i fantastycznych pojazdów. Nie dla nas egzotyczne krążowniki z fikcyjnych światów. Posiadamy natomiast coś innego. Argumenty. I to nie byle jakie, bo filozoficzne.

Do czego służy taki argument? To proste. Argument filozoficzny służy do tego, abyśmy mogli dojść, nie wychodząc. Dojść do celu, nie wychodząc z domu. Nie ruszając się zza biurka, z fotela, z preferowanego miejsca i mebla filozoficznej praxis. Dojść do celu, do którego chcemy dojść. Do żadnego innego. Tym bardziej do takiego, który nam z jakichś względów, niekoniecznie zracjonalizowanych, nie odpowiada. Filozoficzny argument służy do tego, abyśmy mogli dojść do celu, zabierając po drodze adresatów naszej argumentacji, nawet wbrew ich woli. W końcu the terminology of philosophical art is coercive**. Filozoficzny argument jest sposobem-narzędziem-wehikułem na travelling without moving*** przez cmentarzysko/wykopaliska filozoficznych konceptów. Cel podróży - co ujrzałam jasno i wyraźnie w blasku mojego reliabinie pracującego rozumku - stanowi wiedza aprioryczna, czyli taka, którą ludzka osoba, nawet mężczyzna, może uzyskać, nie ruszając się z kanapy, nie otwierając oczu, nie używając pozostałych zmysłów, za pomocą samego tylko rozumu i stosownych inferencji. Wiedza o czym? O czym tylko chcemy.

O dowolnym Moby Dicku.

W „Railsea” mają te swoje fikuśne pociągi i bezkresną plątaninę torów zamiast statków i mórz.

My, filozofowie, nie mamy pociągów ani innych, równie fikuśnych i fantastycznych pojazdów. Posiadamy za to bezkresną plątaninę przesłanek i konkluzji, w których dwa tysiące lat wnioskowania wyżłobiło zdradliwe koleiny.




*China Mieville, Railsea, Del Rey Books 2012

**Robert Nozick, Philosophical Explanations, Harvard University Press 1981, s. 2-4 ((…) arguments are powerful and best when they are knockdown, arguments force you to a conclusion¸ if you believe the premises you have to or must believe the conclusion, some arguments do not carry much punch, and so forth. A philosophical argument is an attempt to get someone to believe something, whether he wants to believe it or not (...)). Więcej na ten temat tutaj: Home sweet home.

*** Niezamierzony wpływ na powstanie powyższego tekstu miał mój przyjaciel, D. Żuromski.

2 komentarze:

wyrus pisze...

"Argument filozoficzny służy do tego, abyśmy mogli dojść, nie wychodząc."

Cudo!

:-)))

Bartek (BD) pisze...

Wiem. :)))