poniedziałek, 27 sierpnia 2012

"Heavy Metal" w Niedobrych Literkach

W zeszły piątek Niedobre Literki opublikowały jeden z moich starszych heavymetalowych trunków literackich, mianowicie opowiadanie pt. "Heavy Metal", utrzymane w konwencji niekonwencjonalnego sword & sorcery, w którym poza smokami, magami i ich matkami występują cheerleaderki, grundziarze, grinderzy i animki... Tekst powstał w okolicach 2005 roku, gdy jeszcze nie wiedziałem o istnieniu bizarro fiction, pasuje jednak do tej szufladki.

Tytułem rozgrzewki obowiązkowy fragmencik:

"Rozdziobią nas foki

Czekaliśmy w milczeniu, aż wedrą się do środka, tłumnie, zbrojnie, pałając żądzą zemsty za niespodziewaną rzeź, którą urządziliśmy na dziedzińcu gospody. Zbryzgani krwią, uspokojeni, bez pośpiechu kończyliśmy przegląd rynsztunku. Karczmarz wraz żoną i dwiema córkami spozierali ku nam zza kontuaru. Śmierdzieli strachem. Goście również. Skuleni pod stołami, przy ścianach, za krzesłami, byle z dala od nas, rzemieślników śmierci, drżeli, szlochali… kilku utytłanych własnym gównem i moczem skomlało, a przecież nie wyrządziliśmy im krzywdy. Jeszcze. Gdziekolwiek spojrzałem, widziałem twarze koloru kredy. Jak zawsze. Tam krew. Tu strach. Tak to już było. Taki fach.

Zwłaszcza dzisiaj.

Na zewnątrz zagrzmiało.

– Wychodzimy – powiedziałem i przygotowałem broń.

Kolejne grzmoty przetoczyły się nad gospodą. Zamarliśmy w bezruchu. Każdy z nas przez chwilę myślami był gdzie indziej, ale ciałem i nawykami ukształtowanymi w tysiącu podobnych zleceń zmierzaliśmy w jedno miejsce. Przyszło otrzeźwienie.

Ruszyliśmy.

Pierwszy wybiegł Garm; błyskawicznie skręcił w prawo, unikając strzał, które wbiły się we framugę drzwi, niebezpiecznie blisko mojej głowy. Ktoś wciągnął mnie do izby i zatrzasnął drzwi. Usłyszałem głośne splunięcie Stróżka i przekleństwo Perełki. Chwilę później, gdy już przywarliśmy do ziemi, ognisty podmuch wybił ze ścian murowanego budynku okna, drzwiami cisnął przez salę, tuż nad naszymi głowami, a drewniany dach zmienił w morze ognia.

– Droga wolna – wrzasnął Garm.

Nie oglądając się za siebie, ścigani krzykami spanikowanych gości, wybiegliśmy na dziedziniec. Po strażnikach nie było śladu, za to przed nami, w odległości kilkunastu metrów, rozciągał się olbrzymi krater, w którym dogasały resztki smoczej kuli.

– Przebiła się – skomentowała Perełka.

Stróżek zmełł w ustach kolejne przekleństwo i mruknął coś niewyraźnie o magach i ich matkach.

Pobiegliśmy dalej, przez krater, a potem, szybciej, w równym tempie, pnącą się w górę ulicą. Prowadził Stróżek. Garm zamykał oddział. Biegłem jako drugi, za mną Perełka, osłaniana przez Yointa i Wibana, potem rzucający długi cień Grizliusz i mglisty, jak to wampir za dnia, Petrek.

Był wczesny poranek, a do południa mieliśmy dotrzeć na ostatni poziom Neszkaru, na najwyżej położony balkon Wieży Bardwana".


Więcej w Niedobrych Literkach.

Brak komentarzy: