poniedziałek, 29 października 2012

"Człowiek, który czytał fikcję" w Niedobrych Literkach

O pisaniu, czytaniu, utracie wiary i... pewnym smoku. Egzystencjalna jazda bez trzymanki. Tylko w Niedobrych Literkach - "Człowiek, który czytał fikcję" 

"(...) Zanim nadszedł ten pamiętny poranek, kiedy w moje życie zakradła się kozacka pustka,  której bała się nawet jej siostra bliźniaczka, Nicość, byłem czytelnikiem fikcji. Nie byle jakim czytelnikiem – wzorcowym! Czytałem więcej fikcji niż tekstów naukowych, filozoficznych, religijnych czy tzw. literatury faktu. Nie było dnia, abym nie przeczytał choćby strony zadrukowanej wersami jakiegoś opowiadania lub powieści. Czytałem przed pracą, w pracy i po pracy, podczas szkoleń, spotkań rodzinnych i rozmaitego sortu uroczystości, przed i po seksie (nie próbowałem jeszcze w trakcie, chociaż bywało i tak, że podczas igraszek z dziewczyną, pieszcząc językiem jej łechtaczkę, zaczynałem myśleć o przeczytanych niedawno opowiadaniach i powieściach, przywoływać z pamięci obrazy najsmakowitszych fragmentów, najzgrabniejszych zdań i innych tego rodzaju łakoci). Można chyba rzec, że fikcja odgrywała w moim życiu ogromną rolę. Większą niż bogowie, wartości, władza, pieniądze, związki, seks, używki i inne źródła treści, którymi zwierzęta z naszego gatunku meblują swoje życie. (...)"


Zdjęcie:  Stare książki przez Anna Langova

środa, 24 października 2012

The Hunt

„Iron Will” było sonicznym ekwiwalentem przejażdżki piorunożernym Harleyem przez pustkowia normańskiego pogaństwa. „Młotem Bogów” szwedzkie trio wyhymniło sobie wieczyste ucztowanie w towarzystwie walkirii i darmowe bilety do raju z hurysami. Najnowszym wypiekiem ściągnęło na mój nędzny kark nieliche kłopoty. Nie wiem, co poszło nie tak. Jakie siły wzburzyłem. Komu się naraziłem. W jak wielkie gówno wdepnąłem, słuchając muzyki tych cholernych Szwedów. Wyrok zapadł. Egzekucja naśmiewała się ze mnie na horyzoncie. Mogłem jedynie odwlekać nieuniknione.

Łowca z okładki „The Hunt” zniszczył mojego Harleya, a horda jego wiecznie wygłodniałych ogarów o piekielnych manierach i jeszcze gorszych nawykach żywieniowych pożarła dziewczyny przebrane za walkirie i hurysy. Rzuciłem bestiom na przynętę moje dotychczasowe życie i prosto z imprezy uciekłem do rodzinnego zamku, który znajdował się na wyspie połączonej z lądem jedynym w okolicy mostem. Po drodze zabrałem moich przydupasów – milczących facetów w czarnych garniturach, uzbrojonych w UZI i tym podobne zabawki dla anonimowych twardzieli; facetów pozbawionych nazwisk i przeszłości, żyjących w jednym tylko celu: aby zginąć w obronie takich sukinsynów jak ja. Nie musieli długo czekać na wywiązanie się z roli.

Po kilku nerwowych dniach, wypełnionych obfitymi opadami śniegu, po drugiej stronie jeziora rozległ się dźwięk rogu. Na zamkowych murach i w ciasnych korytarzach zadźwięczała odbezpieczana broń. Piekielna horda rzuciła się po truchle zmierzchu w stronę mostu i zamarzniętej tafli. Z głośników w moim gabinecie buchnął gitarowy riff, potem perkusyjny łomot przeplatany chrobotaniem basu. Na ściany, w blasku migoczących szaleńczo świec, wpełzły cienie przypominające kształty z okładek klasycznych albumów Black Sabbath, Deep Purple i DIO. Jeśli miałem dzisiaj umrzeć, to tylko do taktów ukochanej muzyki. Machając rytmicznie głową i ściskając prawdopodobnie ostatni w moim życiu kieliszek wina, śledziłem z okna toczącą się na dziedzińcu walkę.

Pociski i zęby. Łuski i flaki. Malowniczy widok pod granatowym polem umierających gwiazd.

W pewnym momencie zobaczyłem Łowcę.

“He loomed in Technicolor while reality bleached around him. His long black hair was feathered with snowflakes, and the lights hit it just right so he appeared angelic, a movie star pausing for his dramatic close-up. In his right hand, he carried the ivory hunting horn (…); in his left he carried a faded cowboy hat with a crimson and black patch on the crown. He wore (…) iceberg-white mackinaw, ceremonial flint knife tucked into his belt so the bone handle jutted in a most phallic statement”*.

Mój prześladowca wyglądał, jakby zszedł ze stron „Frontier Death Song”. Dobra historia, pomyślałem kilka dni temu, świeżo po lekturze. Skrojona na miarę miękkiego podbrzusza mojego gustu. Okazała się jednak czymś więcej. Ostrzeżeniem przed trwającymi nieustannie Łowami. Ostrzeżeniem, które przeoczyłem. Okładka, opowiadanie - jakie tajemne związki łączyły je w obojętnej pustce kosmosu?

Wkrótce odgłosy walki ucichły, zastąpione dźwiękami ucztowania. Zamknąłem okno, odstawiłem kieliszek i zagłębiłem się w fotelu za biurkiem, z pilotem do wieży w dłoni. Coś ciężkiego wylądowało na parapecie. Pokój wypełniło brzdąkanie akustycznych gitar. Rozpoczął się tytułowy utwór


*Autorem opowiadania "Frontier Death Song", z którego pochodzi powyższy cytat, jest Laird Barron, jeden z czołowych, współczesnych twórców literatury grozy, a od niedawna również jeden z moich faworytów z poletka horroru. Barron ma w dorobku dwa zbiory opowiadań "The Imago Sequence & Other Stories" (2007) i "Occultation" (2010) oraz powieści "The Light is the Darkness" (2011) i "The Croning" (2012).


niedziela, 21 października 2012

"Świątynia zagłady" w Szortalu

Horror w konwencji digitalnego fantasy? Nie ma sprawy. I to raptem na niecałe pięć tysięcy znaków? Ależ proszę! Tylko w Szortalu, świeżo spod mojej klawiatury, "Świątynia zagłady"! Zabierze Was do piekła i głębiej.

"(...) O zmierzchu zatrzymaliśmy się w gospodzie położonej nieopodal lesistych rubieży królestwa. Od sędziwego gospodarza dowiedzieliśmy się, że plugawi czciciele Rogatego Boga pojmali z pobliskiej wioski dwójkę dzieci. Książę wzruszył ramionami i powiedział, że w tych okolicznościach to nie nasza sprawa. Kapłani się z nim zgodzili i radzili nam zostać. Mieliśmy na ten temat jednak inne zdanie. Po godzinie marszu przez tętniącą złowrogimi odgłosami gęstwinę dotarliśmy na skraj urwiska. Na dole, w blasku wbitych w ziemię pochodni, pomiędzy dwoma kamiennymi blokami, do których przykuto chłopca i dziewczynkę, pląsały w lubieżnym tańcu zdeformowane humanoidy obojga płci, intonując bluźnierczą pieśń. Rogaty Bóg obserwował rytuał z kamiennego tronu. (...)"