wtorek, 18 grudnia 2012

"Ristretto" w Niedobrych Literkach

Niedobre Literki opublikowały literacki odpowiednik podwójnego espresso, czyli moje "Ristretto". Wypieszczone, dopieszczone, tu i ówdzie nawet przepieszczone. Napisane pod wpływem dużej ilości kawy. Traktujące o końcu świata, jakiego jeszcze nigdy nie było. Zapraszam do lektury.

"Gdy nadszedł kres dziejów, siedzieliśmy w kafejce na stacji benzynowej, wśród chromu i szkła, wsłuchani w szum naszych sumień. Słońce krwawiło nad horyzontem, szosą mknęły rozmazane światła, nieliczni klienci, głównie kierowcy ciężarówek, oglądali wieczorne wiadomości, złotowłosa kelnerka przyjmowała zamówienia, a w kuchni trwał festiwal niezdrowego żarcia – w tym samym czasie stary świat ustępował pod naporem zakulisowych machinacji Maszynerii. I ani ja, Johnny Ristretto, ani Diogenes, mój najlepszy przyjaciel, mimo szczerych chęci i nadzwyczajnych umiejętności, nie mogliśmy temu zapobiec.

Straciliśmy bowiem Czarną.

*

Czarna nie miała spojrzenia kradnącego serce ani ust wartych cudzołóstwa. Nie miała też długich, zgrabnych nóg ani pełnych, sterczących piersi, których widok mógłby skutkować epidemią priapizmu. Nie poruszała się z gracją i nie ubierała z klasą. Była jednak wspaniała.

Narodziła się wśród zgliszczy i ruin. W dymie i huku. Na dnie rany zadanej rzeczywistości.

Bardzo dobrze pamiętam tamtą noc. Siedziałem nad filiżanką podwójnego espresso, gapiąc się przez okno na pustą ulicę, kiedy dach baru został rozerwany na strzępy, a do środka wpadła naelektryzowana kula. Diogenes zasysał przez słomkę kofeinową whiskey i brązowy cukier. Robił to z pogardą właściwą cynikom. Nawet nie zaszczekał, gdy kula osiadła na kontuarze, tuż przed osłupiałym barmanem, i eksplodowała snopem iskier. To właśnie wtedy ujrzałem ją po raz pierwszy. Przykucnęła… na blacie. Skulona, drżąca. Oblepiona dogasającymi iskrami. Bezdennie czarna. Po chwili zeskoczyła… na podłogę i pomknęła ku drzwiom. Wyleciały na ulicę, wyrwane z zawiasów.

Dokończyłem w milczeniu kawę. I wyszedłem na zewnątrz, aby zastanowić się nad tym, co dalej. Wkrótce dołączył do mnie Diogenes. Zamerdał ogonem i oblizał pysk z bitej śmietany. Powiedziałem mu, co zamierzam zrobić. Szczeknął, że się zgadza. Wiedziałem, że muszę ją odnaleźć i poznać jej tajemnicę. To, skąd się wzięła, kim/czym była, co planowała. Nie dawało mi spokoju jej spojrzenie, w którym dostrzegłem wyzwanie rzucone całej rzeczywistości. (...)"

Brak komentarzy: