poniedziałek, 11 lutego 2013

Wyniki konkursu literackiego wydawnictwa Agharta

Grudzień. Dwa dni główkowania. Dwa dni pisania. Pięć dni poświęconych na sprawdzanie i nanoszenie poprawek. W końcu - wysłane! 9 lutego ogłoszono wyniki konkursu literackiego wydawnictwa Agharta na opowiadanie weird fiction inspirowane twórczością Stefana Grabińskiego, Howarda Phillipsa Lovecrafta oraz Thomasa Ligottiego. Mój tekst znalazł się wśród nagrodzonych publikacją. Więcej informacji tutaj




wtorek, 5 lutego 2013

Pewnego razu na Dziwnym Zachodzie...

Miłośników westernów i fantastyki zapraszam na Dziwny Zachód, a konkretnie do tytułowego miasteczka Armadillo. Załadujcie rewolwery, osiodłajcie konie i pogalopujcie... na Szortal, gdzie właśnie opublikowano "Armadillo" i "Armadillo II", wystrzałowe szorty w konwencji dziwnego westernu, soczyste niczym po mistrzowsku wysmażony stek.

"Armadillo"

"Armadillo było perłą wśród przyszłych ghost towns Dzikiego Zachodu.

Było nią, zanim przeminęło stulecie. Zanim zaparkowałam Dodge’a w cieniu ruin białego jak czaszka kościoła. Zanim w kikucie aresztu czarną kredą na kamiennej podłodze, oczyszczonej uprzednio z wszędobylskiego piachu i brązowych jaszczurek, narysowałam pentagram. Zanim zapaliłam pięć świec i wypuściłam z przenośnej klatki piątkę zaspanych kociąt. Zanim pięcioma słowami mocy otworzyłam portal i zostawiłam za sobą bezchmurne niebo, bezlitosne słońce, rozgrzany długą podróżą samochód i nadciągające ze wschodu kłopoty. Zanim postawiłam nogę pod ciemnym niebem, bez gwiazd i księżyca, podpalonym na zadziwiająco bliskim horyzoncie szkarłatem, który sprawiał wrażenie farby spływającej gęstymi strugami z zasysającego wszelkie światło płótna. Zanim minęłam szeryfa konającego na głównej ulicy. Szeryfa z przestrzelonymi płucami. Wpatrującego się zgasłymi oczami w niepisaną mu otchłań zapomnienia. (...)"

"Armadillo II"

"Szósta rano.

Telefon od Dawida.

Wyrwał mnie z mikrokosmosu krzywizn i westchnień słodkiej-rudowłosej. Wyszłam bez pożegnania. Ze wzrokiem utkwionym w zobojętniałej na wszystko tarczy srebrnego zegarka.

Windą na samo dno piekła codzienności. Potem bieg na drugą stronę jezdni, na zaśnieżony parking.

Nie żałowałam gazu. Samochód mknął pustymi ulicami przez szarą zawiesinę smogu.

Kwadrans.

I byłam na miejscu. W porcie. Przed magazynem numer 66.

Sama. Bez żadnego wsparcia w drodze.

Z głośnika, wiszącego nad lekko uchylonymi drzwiami, ryknął skowyt zarzynanej osoby.

Zamknęłam oczy i szepnęłam „Cśśś…” wzbierającej wściekłości. Następnie z rewolwerem w zbielałej dłoni wsunęłam się do środka, otoczona chmurą ochronnego zaklęcia.

W magazynie panował mróz. Mój oddech parował. Wszystko pokrywał szron. Na metalowych wspornikach błyszczał lód. Zimnolubne suki czekały w głębi budynku. Na stalowej platformie. Kły, pazury i spluwy. Te ostatnie podrasowane zaklęciami, wykarmione krwią niemowląt. Zła broń srebrzystoskórych wiedźm. Gdy zobaczyłam wśród nich uśmiechniętego Dawida, zrozumiałam, że zostałam zdradzona. Mój wspólnik dyndał na rzeźnickim haku, wyszczerzony jak szczęśliwiec, który wydymał przeznaczenie.

Sukinsyn.

Drogo sprzedałam skórę.

(...)"