czwartek, 2 maja 2013

"Jeff" w Niedobrych Literkach

Do Niedobrych Literek zawitał "Jeff". Mój "Jeff". Bizarro western. Zapraszam do lektury.



"Zwłoki leżały tam, gdzie zostawił je wczoraj. Na głównej ulicy. Twarzą do ziemi. Pokryte warstwą pyłu. Okupowane przez robactwo. Cuchnęły. Spoglądał na nie przez dłuższą chwilę. Potem wypluł słomkę. Wyjął z kieszeni brudną chustkę. Zdjął kapelusz, przetarł czoło i skronie. Przetłuszczone włosy przeczesał dłonią. Wsunął do ust papierosa i ruszył do burdelu.

Mimo wczesnej pory powietrze było gorące jak oddech Szatana. Zapach potu mieszał się z odorem rozkładu. Piach chrzęścił pod butami. Budynki straszyły cmentarną ciszą. Nad ruinami kościoła krążyły sępy.

Jim uwiązał wierzchowca przed wejściem, w cieniu rzucanym przez dziurawe zadaszenie, i wszedł do środka. Gdy przekroczył próg, wygrzebał z torby srebrną zapalniczkę i zapalił. Ostatni, pomyślał z żalem i skręcił za bar. Zakurzona butelka whisky wylądowała na popękanym kontuarze. Obok spoczęły trzy brudne szklanki. Z ostatniej usunął pajęczynę i martwego pająka, poplamioną szmatą wytarł pozostałe. Potem napełnił złotawym trunkiem. I opróżnił. Zaciągnął się papierosem, wypuścił dym i powtórzył całą procedurę. W końcu na dnie butelki zostało tylko kilka kropel.

Sępy wylądowały na ulicy, obok gnijącego ciała. Jim poczuł burczenie w brzuchu. Westchnął i wszedł na zaplecze, gdzie mieściła się kuchnia, a raczej jej nędzne resztki, skrojone na miarę pożeranego przez pustynię miasteczka. Przeglądał zapleśniałą zawartość leżącej na podłodze szafki, gdy ktoś dwukrotnie strzelił z rewolweru. Jim przywarł do ściany, wyciągnął z olstra Colta Peacemaker. Następnie zbliżył się do drzwi i wyjrzał zza framugi. Po przeciwnej stronie sali, kołysząc się na szeroko rozstawionych nogach, stał Henry Pulavsky. Koń leżał na prawym boku, targany przedśmiertnymi spazmami. Henry wycelował i strzelił ponownie. Pocisk wbił się w ścianę tuż obok głowy Jima. Mężczyzna skoczył za bar, uderzając plecami w półkę, na której stały puste butelki. Zabrzęczało pękające szkło. Napastnik zaszurał nogami i pociągnął za spust. Kurek uderzył w pustą komorę.

Raz. Drugi. Trzeci.

Zrobiło się cicho. Brzęczały muchy. Skrzypiały deski. Wiatr hulał na ulicy.

Jim wyprostował się i wymierzył. Starannie, bez pośpiechu. Henry gapił się na bezużyteczny rewolwer. Nie oddychał. Był przecież martwy. Mimo to rozchylił usta, wypluł kłębiące się na języku robaki i…

…nie zdążył nic powiedzieć. Kula trafiła go w czoło, wyszła z drugiej strony, zabierając ze sobą rozorany mózg. Jim odciągnął kurek, skierował lufę na podrygujące zwłoki.

– Jest coraz gorzej – mruknął.

Było.

Burdel przechodził przemianę. Poprzewracane stoły i krzesła wracały na swoje miejsce. Za barem znów wisiało okazałe lustro. Ze ścian sterczały poroża i zwierzęce czaszki. Na półkach tłoczyły się pełne butelki i błyszczały starannie wypolerowane szklanki. Zapach tytoniu i perfum drażnił nozdrza. Wnętrza odzyskiwały dawny sznyt.

(...)"

Więcej w Niedobrych Literkach.

*Facet na zdjęciu, skądinąd bardzo podobny do Jeffa, to Luke Short, hazardzista, rewolwerowiec, biznesmen, kumpel Wyatta Earpa i Bata Mastersona


Brak komentarzy: