niedziela, 8 września 2013

Saul i rogate dłonie

"Saul", mój stary tekst, po trafnych i cennych poprawkach Marka Grzywacza, zawisł w Niedobrych Literkach jako przykład atmosferycznego bizarro. Natomiast Szortal opublikował nową, skróconą wersję "Starczych dłoni, rogatych pięści" - szorta o kłopotliwych pensjonariuszach pewnego przybytku. 

"Saul"

"(...) Śniadanie zjedli na tarasie z widokiem na zapuszczony ogród. Francuskie tosty z dżemem i bitą śmietaną. Specjalność Saula. Potem poszli na spacer. Było słonecznie i ciepło. Delikatny wiatr kołysał złotawymi koronami drzew. Na początku szli w milczeniu, które ku ich obopólnemu, choć przeżywanemu z osobna zadowoleniu wcale nie było krępujące. W pewnej chwili Saul poznał jej imię. Astiala-Wegna. Skrócił do je do „Astia”. Brzmiało dziwnie w jego ustach. Dziewczyna chichrała się, jak próbował wymówić je poprawnie. Dał sobie spokój.

Skręcili właśnie w polną dróżkę wiodącą do pobliskiego miasteczka, gdy Astia, mimowolnie kalecząc ojczysty język Saula, zaczęła wyjaśniać powody swojej wizyty. Był trochę zaskoczony, bo w swej opowieści sięgnęła głęboko w przeszłość obcego mu świata. Nie kojarzył miejsc, osób i wydarzeń. Ale słuchał życzliwie. Kiedy zamilkła, usiadła na szerokim pniu, który stał na rozstaju dróg. Odgarnęła z czoła grzywkę rudych włosów i popatrzyła badawczo na Saula. Saul stał z rękoma splecionymi za plecami, zastanawiając nad odpowiedzią. Pytanie wciąż wisiało w powietrzu. Astia spoglądała wyczekująco. Saul marszczył brwi. W nozdrzach buzowało mu rześkie powietrze. W oddali, bliżej miasteczka, rozległ się dźwięk klaksonu.

Saul wiedział teraz więcej. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nęciła go opowieść dziewczyny. Wypowiedziane przez nią krajobrazy. Odmalowane w namiętnych barwach krainy. Pradawne, pełne niebezpiecznych tajemnic i geopolitycznych problemów rozwiązywanych za pomocą mieczy i zaklęć. Przez moment chciał, aby Astia walczyła po właściwej stronie. Potem uznał, że nie ma to żadnego znaczenia. Nie tutaj, nie dla niego. Może nawet nigdzie. Nie zwerbalizował tych myśli. Wciąż uparcie milczał, smakując wspomnienie słonecznej doliny i majaczących u jej kresu górskich szczytów oraz wież roztaczających karmazynową poświatę. Ujrzał to wszystko po drugiej stronie dziury w piwnicznej ścianie. Przez kilka rozkosznie długich chwil oddychał obcym powietrzem. Potem… (...)"

"Starcze dłonie, rogate pięści"

"(...) Kupiłem trzy paczki paprykowych chipsów oraz sześciopak europejskiego piwa. Potem zadzwoniłem do chłopaków z zespołu. Upewniłem się, że wszystko gra i wróciłem do samochodu. Po trzydziestu minutach jazdy zatrzymałem się przed główną bramą pilnie strzeżonego domu starców. 

Posiadłości pilnowali ochroniarze w szytych na miarę garniturach. Przeszukali mnie dokładnie. Prześwietlili na wylot. Pozwolili sobie nawet na akcję z gumową rękawiczką na szponiastej dłoni i mną stojącym w rozkroku, w pokoiku bez okien, ze spodniami i bokserkami opuszczonymi do kostek. Niczego nie znaleźli. Poza resztkami gówna. Gdy bokserki i spodnie wróciły na swoje miejsce, dwóch mięśniaków zaprowadziło mnie do sali, w której czekał mój ojciec.

Staruszek siedział z kolegami przy okrągłym stole. Było ich tam siedmiu, w całym pomieszczeniu zaś około dwudziestu. Oglądali telewizję, grali w gry planszowe, plotkowali, niektórzy drzemali, inni snuli się od ściany do ściany, wodząc dookoła pustym wzrokiem. Kilku rozpoznałem. Starzy, pomarszczeni, siwowłosi. Podcięto im skrzydła, odebrano przyszłość i świat, o który nieustannie ze sobą walczyli, a potem umieszczono ich w miejscu, które kradło wspomnienia, nie dając w zamian nic wartościowego. (...)"

Brak komentarzy: