Izmy

I. Kontekstualizm (epistemologiczny)

94. Mojego obrazu świata nie mam jednak dlatego, że przekonałem się o jego słuszności, ani dlatego, że zostałem przekonany o jego słuszności. Lecz jest to odziedziczone tło, na którym odróżniam prawdę od fałszu.

95. Zdania opisujące ów obraz świata mogłyby należeć do swego rodzaju mitologii. A ich rola przypomina rolę reguł gry, gry zaś można się nauczyć czysto praktycznie, bez wysłowionych reguł.

96. Można sobie przedstawić, że pewne zdania o postaci zdań empirycznych zastygłyby, działając niczym przewód dla zdań niezastygłych, płynnych zdań empirycznych; i że z czasem zależność ta zmieniłaby się i zdania płynne zastygłyby, a twarde stały się płynne.

97. Mitologia może znów pogrążyć się w rzece, a koryto rzeki myśli może się zmienić. Odróżniam jednak ruch wody w korycie rzeki od zmiany koryta; aczkolwiek nie ma między nimi ostrego podziału.

98. Gdyby jednak ktoś mówił "Logika jest więc również nauką empiryczną", nie miałby racji. Słuszne natomiast jest to, że to samo zdanie raz można traktować jako sprawdzane przez doświadczenie, raz jako regułę sprawdzania.

99. Cóż, brzeg rzeki składa się częściowo z twardej skały, która się nie zmienia lub zmienia się niezauważalnie, a częściowo z piasku, który raz tu, a raz tam jest wypłukiwany lub nanoszony.

Ludwig Wittgenstein, O pewności

*

Filozof: Jakim prawem, laiku, czynisz to, co czynisz?

Laik: Czynię tak, jak to u nas jest w zwyczaju, zawsze tak postępowaliśmy.

Filozof: To żadne usprawiedliwienie! Powtarzam: dowiedź swych racji!

Laik: Pozwól więc, filozofie, że odpowiem pytaniem na pytanie. Jakim prawem pytasz mnie "jakim prawem". I mocą jakiego prawa twoi cechowi towarzysze żądają od nas dowodu prawomocności?

Filozof: To u nas stary zwyczaj, zawsze tak postępowaliśmy.

Odo Marquard, O nieodzowności utartych praktyk
 

II. Sceptycyzm

Pewnego razu Eubulaos, sceptyk, rzekł:

Aby poznać naturę człowieka, wystarczy ustalić, jakie cechy przysługują wszystkim egzemplarzom gatunku homo sapiens sapiens i tylko im. Szkopuł w tym, że nie da się tego zrobić, jeśli nie przebada się wszystkich egzemplarzy gatunku homo sapiens sapiens. Aby przebadać wszystkie egzemplarze gatunku homo sapiens sapiens, należy najpierw dokonać ich identyfikacji. Nie da się zidentyfikować wszystkich egzemplarzy gatunku homo sapiens sapiens bez znajomości koniecznych i wystarczających warunków przynależności do gatunku homo sapiens sapiens, czyli bez znajomości cech, które posiadają wszystkie egzemplarze gatunku homo sapiens sapiens i tylko one.

Potem, mrużąc przebiegle ślepia, dodał z uśmiechem szelmy:

Jeśli wiesz, że jesteś człowiekiem, to znasz warunki konieczne i wystarczające do bycia człowiekiem. Jeśli znasz takie warunki, to wiesz, jakie cechy są cechami posiadanymi przez wszystkich ludzi i tylko ludzi. Zatem jeśli wiesz, że jesteś człowiekiem, to wiesz, jakie cechy są cechami posiadanymi przez wszystkich ludzi i tylko ludzi. Niestety, z podanych wyżej powodów nie znasz takich cech, więc nie wiesz, że jesteś człowiekiem.

Było to w czasach Zenona i Chryzypa. Ten sam Eubulaos, spoglądając z zanzibarskiej plaży na wiek XIX i XX, stwierdził z właściwą sobie beztroską:

To, co kiedyś, obżarty oliwkami, rzekłem o poznaniu natury człowieka, dotyczy również wszelkich nacji.

Ile osób wie, że są Polakami, Niemcami, Anglikami, i tak dalej? Eubulaos powiedziałby, że żadna. Z wielu powodów. Ale Eubulaos to sceptyk, szelma i łotr.

III. Ewolucjonizm


Was the human mind ultimately designed to create beauty? To discover truth? To love and to work? To harmonize with other human beings and with nature? The logic of natural selection gives the answer. The ultimate goal that the mind was designed to attain is maximizing the number of copies of the genes that created it. Natural selection cares only about the long-term fate of entities that replicate…

Zacytowany fragment How the Mind Works zgrabnie skwitował Jerry Fodor:

Fiddlesticks. The human mind wasn’t created, and it wasn’t designed and there is nothing that natural selection cares about; it just happens. This isn’t Kansas, Toto.

IV. Ateizm

"Oczywiście nie była zakonnicą, nosiła jedynie przebranie – czarno-biały habit z wycięciem z przodu i z tyłu, odsłaniającym zgrabne nogi w ciemnych pończochach i fikuśne, koronkowe majteczki z nadrukiem rogatej dłoni. Wyglądała jak jedna z tych hiperseksownych zakonnic z opowiadania Joe Lansdale’a „On the Far Side of the Cadillac Desert with Dead Folks” – siostrzyczki kochały Jezusa i wierzyły, że on też je kocha. Czasami wielokrotnie. Ta tutaj, w podróbce brytyjskiego pubu, zaludnionego przez papierosowy dym i rozgadanych nastolatków, pochodziła z innej bajki – nie znała twórczości Lansdale’a i z pewnością nie kochała Jezusa. Wręcz przeciwnie. Była zła do szpiku swych zgrabnych kości. I szukała osoby, która w zamian za tłustą od rozkoszy obietnicę długiego i udanego życia zgodziłaby się powędrować po śmierci do piekła.

Powiedziałem: Nic z tego, siostrzyczko. Już się ustawiłem i nie zamierzam tego zmieniać. Mina jej zmarkotniała, wokół oczu wypełzły zmarszczki. Zaklęła w jakimś piekielnym dialekcie i usiadła na sąsiednim stołku. Poczęstowałem ją cygaretką i zamówiłem dla nas po drinku. Siostrzyczka miała pecha, że trafiła akurat na mnie. Powiedziałem jej prawdę – jako wierzący ateista nie wierzyłem w żadne bóstwo z ziemskich panteonów, byłem jednak przekonany, że owe bóstwa istnieją. Wszystkie. Bez wyjątku. Nawet najmarniejsze. Cóż, rzeczywistość tolerowała najdziwaczniejsze konkretyzacje ontologicznych –izmów. Pełen pluralizm niebios i piekieł. Dlatego zawczasu postanowiłem się zabezpieczyć. Wybrałem z każdej ziemskiej religii po jednym czynie gwarantującym pośmiertną przejażdżkę do piekła bądź jego funkcjonalnego ekwiwalentu i... w ciągu kilku miesięcy zapracowałem na wieczysty pobyt we wszystkich konkurencyjnych czeluściach piekielnych (bądź ekwiwalentnych). Wiedziałem, że dzięki temu po śmierci nigdzie nie trafię. Po prostu przestanę istnieć.

Taki był ze mnie zatwardziały w niewierze drań. (...)"

B. Orlewski, Nihil Quest

Brak komentarzy: